Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Agnieszka Szypulska | 11 kwietnia 2013 tele:wizja

dźwięk+obraz=?

W związku z aktualizacją polityki firmy [1] czuję obowiązek wytłumaczenia się z wybranego przeze mnie tematu. Odrobinę spóźnionego, to prawda, ponieważ już po publikacji premierowego tekstu o zdrowotnych właściwościach zdziwienia. Zdziwienia wywoływanego oglądaniem telewizji – w tamtym wypadku bardzo specyficznej gamy programów, najczęściej amerykańskich, nieco ogłupiających, ale na pewno powodujących spontaniczny ruch brwi ku górze oraz samoczynne otwarcie się ust.

Telewizyjne tematy mam zamiar podjąć szerzej. Skłania mnie ku temu to, że kolorowy odbiornik znajduje się już w niemal każdym gospodarstwie domowym. Co więcej, prawie we wszystkich domach można bez dodatkowych opłat korzystać z sygnału nadajników naziemnych w jakości cyfrowej. Jak przewidywano tuż po skonstruowaniu pierwszego telewizora (a następnie po spopularyzowaniu tego sprzętu), stał się on „najlepszym przyjacielem każdej rodziny”, substytutem rozmowy przy posiłku, ucieczką od problemów, narzędziem umożliwiającym zapomnienie o codziennych troskach i nieporozumieniach. Modelem na pewno nie idealnym, ale za to bardzo często występującym stereotypowo: jest rodzina, w jednym pokoju dzieci bezkrytycznie wgapiają się w migający wszystkimi barwami ekran telewizora, a w sąsiednim – najczęściej w salonie – rozwalony na kanapie mężczyzna, głowa rodziny z pilotem w ręku, zastyga z prośbą na ustach pt. „Kochanie, przynieś mi piwo”. Chcę wierzyć, że ten stereotyp, utrwalany między innymi dzięki postawie Ferdka i Waldka Kiepskich, nie jest prawdziwy. A przynajmniej nie nagminny.

O ile obawa, że telewizja zaburzy dotychczasowy porządek w podstawowej komórce społecznej, spełniła się, o tyle druga, żywiona najczęściej w pierwszych latach działania nowego medium (które dźwięk i obraz dostarczało jednocześnie), nie zdołała się urzeczywistnić. Jak dowodzi Teresa Bogucka w książce Triumfujące profanum. Telewizja po przełomie 1989 [2],  nie istniały wówczas możliwości, aby telewizja całkowicie wyparła równie młode i dopiero co powstałe radio. Było ono tańsze – zarówno pod względem nadawania na dość duże odległości, jak i pod względem kosztów każdego odbiornika. To właśnie dzięki postępującej powszechności radia możliwe okazały się wielkie kariery polityczne pierwszej połowy XX wieku. Jak przedstawia Bogucka, gdyby wszyscy ci, którzy poszli za głosem Hitlera, Lenina, a potem Stalina, mieli decydować o swoim wyborze na podstawie bliskiego planu, materiału filmowego towarzyszącego płomiennym wystąpieniom wyżej wymienionych, to ich wygrana mogłaby nie być aż tak druzgocąca.

Bogucka przywołuje również inny przykład, przykład de facto pierwszej kampanii wyborczej, która przyniosła kandydatowi zwycięstwo właśnie dzięki nowemu medium – telewizji. Debatę między Nixonem a Kennedym nadawano zarówno przez radio, jak i przez telewizję. Wszyscy ci, którzy słuchali transmisji radiowej, bezsprzecznie uznali, że wygranym tego spotkania był Nixon. Za to ci, którzy mieli do dyspozycji relację i dźwiękową, i wizualną, skłaniali się bardziej ku uznaniu Kennedy’ego za zwycięzcę. Polityk w epoce mediów audiowizualnych stał się w dużym stopniu zależny od tego, co widziane. Jeśli więc ujmiemy zagadnienie w ten sposób, to zapewne stwierdzimy: epoka wielkich wodzów skończyła się, gdy dostęp do transmisji telewizyjnej uzyskali wszyscy – to po pierwsze. Po drugie natomiast – gdy uzyskali go ci, którzy potrafią się pokazać, ci bardziej medialni i fotogeniczni. Przykładowo: czy Marszałek Piłsudski mógłby odnieść dzisiaj tak samo wielki sukces? Na usta ciśnie się odpowiedź przecząca. W końcu Wódź krytycznie i z lekką nieufnością odnosił się nawet do radia. Jednocześnie sama skarcę się za to pytanie: wydaje się ono nieco bezsensowne, ponieważ gdyby Piłsudski urodził się i wychował w kulturze, w której obecnie funkcjonujemy, nie miałby problemu z brakiem przednich zębów, dzięki czemu mógłby zgolić ten krzaczasty wąs, a to z kolei prawdopodobnie ociepliłoby jego wizerunek. Co prawda wszyscy (poza Janem Pawłem II) wielcy Polacy w XX wieku nosili wąsy… Jako człowiek współczesny od samego dzieciństwa oswajałby się z nowymi mediami – do tego stopnia, że prowadziłby zapewne kampanie facebookowe przekonujące o słuszności przewrotu majowego. Ale może rzeczywiście, może czas wielkich przywódców dobiegł końca?

Jednak możliwości telewizji nie kończą się na wywracaniu polityki do góry nogami. Ma ona również moc budowania świadomości. Jest dobrym narzędziem szerzenia wiedzy. Pomaga poznawać świat, historię, człowieka. Tylko jaki świat, jaką historię i jakiego człowieka?


cdn.
[1] To znaczy portalu.
[2] Teresa Bogucka, Triumfujące profanum. Telewizja po przełomie 1989, SIC!, Warszawa 2002.


Agnieszka Szypulska (ur. 1991 r.) – studentka kulturoznawstwa. Słucha ulicy i ogląda ludzi. Tropi narracje, szczególnie te miejskie. Lubi opowiadać niestworzone historie o warszawskich zakątkach i robi to zawodowo. Szybko się zakochuje. W miejscach, książkach i fikcyjnych mężczyznach.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c4/Science_and_Invention_Television_1928.jpg