Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Aleksandra Klasa | 19 sierpnia 2013 pod strzaskanym filtrem percepcji

w kalejdoskopie perspektyw

Wymaga wysiłku zatrzymanie się w strumieniu przechodniów i skręcenie w uliczkę przyległą do głównego traktu. Zwykle potrącam wtedy kilkoro osób, szepczę zazwyczaj niedosłyszane „przepraszam”, aby wreszcie odgrodzić się od wycieńczającej, nakazanej gonitwy za nieswoimi pragnieniami.  Czasem, obejrzawszy się przez ramię, z sentymentem podziwiam niezwykłe zdolności adaptacyjno-motoryczne statystycznego obywatela, jego naturalną płynność ruchu ku Przyszłości zamanifestowanej w namacalnej materii.

W chwilach większego uniesienia przeklinam rewolucję francuską i bolszewicką – wszak wypromowały one wyższość działania nad czystym pięknem myśli odcieleśnionej, podkopując tym samym popularność burżuazyjnych salonów Paryża, centrów dyskusji widzianej jako wartościowa podnieta, czek niewymagający pokrycia. Powolnie, acz nieuchronnie historia zweryfikowała wartość teoretyzacji życia – jedynego sposobu na uniknięcie skrępowania gorsetem konkretu.

Wciąż jednak walczę o prywatne Ancient Regime. Pożądam konceptu, podobnie jak umysłów nietuzinkowych, choć skrytych w cieniu. Szukam ich w miejscach przeznaczonych do słodkiego lenistwa lub, w zależności od obranej retoryki, do twórczej zadumy, obecnej często w oparach papierosowego dymu, w woni rozmaitych trunków, a nawet w słonym smaku łez najróżniejszego pochodzenia.

Odwiedzam zatem kawiarnie, bary i puby – wiedzie mnie instynkt. Nauczyłam się rozpoznawać iskrę inspiracji rozświetlającą oczy nawet wtedy, gdy te w znudzeniu przeglądają wyświechtane menu. Nie umiem zachować spokoju, widząc rozpostarte na horyzoncie połacie refleksji. Zawsze gotowa na rozmowę bogatą w treść, rozsmakowuję się w słowach, w ich niewiążącej magii, mnogości potencjalnych konfiguracji wyrazów… Kiedy słucham, nie wiem zupełnie nic. Rozpływam się w sensorycznych doznaniach, nieprzywiązana do skrzętnie nagromadzonych wcześniej wniosków, staję się czystą kartą, chcę pozostać otwarta na wszystko i wszystkich.

Do kawiarni „Pod Strzaskanym Filtrem Percepcji” wstąpiłam po raz pierwszy, lekko zirytowana, łaknąca zwykłego spokoju, przerwy od narzuconej presji, której nie umiem się zanadto przeciwstawić, chociaż jestem (ponoć) świadoma własnej ścieżki. Spojrzałam na okrągłe, wysłużone stoliki otoczone przez jednolite fotele, które tworzyły razem wzorzystą sferę rozbieganych cieni. Refleksy wirowały dzięki lampom ustawionym na niewielkich blatach. Żarówki sprytnie poukrywano za Oczami Proroka – tureckimi talizmanami chroniącymi przed złem… A może także przed iluzjami? Czy to nie idealne miejsce na ucieczkę od sieci cudzych wpływów, roztaczającej się niezmiennie tuż za ścianą? Uśmiechnęłam się łagodnie, gdy podeszłam do kontuaru. Podczas oczekiwania na realizację zamówienia przyjrzałam się wreszcie odwiedzającym, każdemu poświęcając wnikliwe spojrzenie.

To zawsze jest przyciąganie. Czujesz tworzący się nagle oddzielny wymiar, wewnątrz którego panuje niesamowicie silny magnetyzm, i już wiesz, dokąd skierować kroki. Czasem wrażeniu towarzyszą dreszcze, prawdopodobnie silny przepływ energii można odbierać w podobny sposób. Łatwo się uzależnić od intuicji…

Siedziała z pochyloną głową przy stoliku ustawionym daleko od okien, przodem do wciąż pustej sceny ze skrzypiących desek. Dziewczyna przybrała nienaturalnie skuloną pozycję, ale wyglądała jednak niezwykle swobodnie. Usłyszałam jedynie szelest przewracanych kartek i stukot porcelany, kiedy powoli przeciskałam się między meblami …

***

– Nie uważasz chyba, że to, co widzisz, jest czymś więcej aniżeli konsekwencją twoich uprzednich doświadczeń? – zapytała mnie w pewnym momencie, kiedy już wymieniłyśmy kilka niezbędnych uwag. Miała niedbale związane czarne włosy oraz usta pomalowane ciemną pomadką. Sprawiała wrażenie, jakby za sobą nie przepadała – dzięki bezproduktywnym dyskusjom miała szansę zatracić chwilowo świadomość swego istnienia i skupić się na cudzej obecności.

– Co dokładnie chcesz przez to powiedzieć? – Na tym etapie rozmowy nie wiedziałam jeszcze, w którą stronę ona zmierza.

– Że zazdroszczę ludziom perspektywy. Rozumiesz? Zazdroszczę indywidualnego pryzmatu, do którego są przywiązani. Wierzą, że to jedyny sposób patrzenia, a zatem biorą go za słuszny.  A tymczasem… – potrząsnęła w rozbawieniu najbliższym Okiem Proroka, zawieszając głos. Wtedy zobaczyłam okładkę książki, to były „Drzwi Percepcji” Aldousa Huxleya. Przypomniałam sobie dawno czytane zdania.

– Prawidłowe postrzeganie uzewnętrznia się chyba przez jego funkcjonalność w obrębie zastanej rzeczywistości – stwierdziłam, chcąc na przekór sobie zburzyć mur teorii. Jeśli coś działa, to po co poddawać to negacji?

– Trafna uwaga, przyznaję, ale pod warunkiem, że potrafisz zapomnieć o raz odkrytych prawidłowościach. Obawiam się jednak, że skoro ujrzałaś już w pełnej krasie względność obrazu, to nie będziesz potrafiła powrócić do języka ocen i wartościowania, a przynajmniej mnie się to nie udaje. Pozwól, że spytam cię o twoje skojarzenia, kiedy patrzysz na ten podest – wskazała ręką na podwyższenie znajdujące się kilka metrów od nas.

– Właściwie to wciąż czekam na muzyków i na odrobinę sentymentalnej melodii. Sądzę, że by tu pasowała. Chyba zaplanowali jakieś występy na dzisiejszy wieczór, widziałam plakat niedaleko wejścia – powiedziałam szybko, nieco zbita z tropu.

– Cóż, nie można nic zarzucić twojemu sposobowi myślenia. Ja jednak natknęłam się dziś na program dokumentalny o publicznych egzekucjach. Był na tyle sugestywny, że teraz nie mogę skupić się na niczym innym poza tamtymi małymi schodkami, które w moim umyśle prowadzą prosto na szafot. Przyznasz, że to wizja mniej przyjemna niż twoja? A jednak również silnie uargumentowana i niezaprzeczalnie kreująca pewien nastrój.

– Co z tego wynika?

– A to tylko, że świat codziennie nas warunkuje. Przedmioty, ludzie, poglądy wpływają na kształt każdej chwili i bez końca wytwarzają ograniczenia w odbiorze rzeczywistości. Naukowcy definiują to zjawisko jako priming – poprzedzanie przejawiające się na poziomie mikroskopijnych czasów reakcji na bodźce. Szybciej i łatwiej odpowiadamy na takie, które znamy już z wcześniejszych prezentacji. Słyszałaś o tzw. prawie przyciągania, rozpropagowanym przez rozmaite ruchy w stylu New Age? Czy nie działa ono na podobnej zasadzie? Dostrzegasz to, co już wcześniej zalęgło się wewnątrz ciebie, co – także dzięki nagromadzonym przeżyciom – stanowi esencję ciebie. Empiria z łatwością zbiega się z ezoteryką przy odpowiedniej otwartości na odmienne nazewnictwo.

– Wyobrażasz sobie zrównoważone istnienie bez tych ograniczeń? – spytałam nieco sceptycznie. – Czy nie stanowią one aby kluczowego zabezpieczenia przed rozsypaniem się człowieka na drobne atomy?

– Te ograniczenia mędrcy Wschodu nazywają ego. I trafiłaś w sedno. Nie bez kozery dla osiągnięcia Oświecenia koniecznością staje się porzucenie wyprofilowanej specyficznie formy i sposobu przeżywania. Huxley napisał to wszystko w niezwykle klarowny (jak na zachodni styl) sposób. Dopatrzyłam się paru namacalnych dowodów mogących wspierać jego teorię, że funkcją mózgu jest odgrodzenie jednostki od nieskończonej ilości informacji, którą mogłaby ona przyjąć.

– Zechcesz mi opowiedzieć? – zareagowałam natychmiast, zauważywszy, że moja rozmówczyni wydała zmęczone westchnienie, jakby zbyt długo już bawiła się konceptem, który dla mnie ciągle jeszcze stanowił błyskotkę opakowaną w celofan.

– Postrzeganie wpływa na to, że zawęża się nam samo myślenie o widzianym obiekcie. Umysł obejmuje wszystko, integruje, spaja niejako świat zewnętrzny z wewnętrznym. A rozumowanie to głównie nadawanie sądów, propozycjonalnych opisów. Mówili o tym filozofowie – Adam Morton w „Przewodniku po teorii poznania” przekonywał, że proces widzenia nie jest wolny od przetwarzania danych. Bardzo wcześnie zatem następuje selekcja.

Następnie zwolennicy materii postarali się o zbadanie, w jaki właściwie sposób zaobserwowane zjawiska zapisywane są w pamięci. Upadł pogląd, jakoby w kodowaniu uczestniczyły wyłącznie obrazy gwarantujące względną dokładność i bezstronność[i]. Nie, w najlepszym razie występują one w towarzystwie werbalnych deskrypcji i sądów na temat rzeczy[ii]. Tutaj zaś wkrada się cały bagaż doświadczeń modelujących chociażby używane słownictwo, a także determinujących rodzaj posiadanych oczekiwań względem konkretnego przedmiotu.

– Widzimy więc to, co usiłujemy zobaczyć? Sami kreujemy swoje fatamorgany?

– W pewnym stopniu. Zastanawia mnie także fenomen pamięci sensorycznej… Ona również zdaje się potwierdzać ważką rolę przetwarzania w widzeniu. Weźmy taką oto pamięć ikoniczną, odpowiedzialną za przechowywanie kopii widzianego obrazu przez milisekundy. Chwilę później zaczyna się kategoryzowanie napotkanych bodźców i pamięć ta zanika wraz z postępującymi operacjami mentalnymi.

– Znowu powtarza się motyw okrajania potencjalnie dostępnej wiedzy tak, aby stanowiła ona materiał ułatwiający jednostce działanie w  konkretnej sytuacji?

– Istotnie. – Moja rozmówczyni pokiwała głową, nagle dystansując się i pogrążając we własnym wnętrzu. – Wyobrażasz sobie podjęcie jakiejkolwiek decyzji ze świadomością jej nazbyt wielostronnych implikacji? Natychmiastowe zawieszenie systemu w postaci apatii gwarantowane. Wydanie jakiejkolwiek oceny? Rozpoznanie dobra i zła? Ha, może już w Edenie nałożono na nas utrapienie ego? Może tak oddzielono nas od Jedności? Jak bowiem wydawać moralne sądy posiadając nieodpartą wiedzę o motywach działań oraz wpływających nań czynnikach? Z takiej perspektywy wszystko brzmi śmiesznie lub co najmniej niepoważnie… – dziewczyna wstała bezszelestnie z miejsca, uśmiechnęła się, zabrała książkę i wyszła.

***

Długo jeszcze rozważałam jej słowa. Myślałam o autystycznych sawantach, o ich nadnaturalnie rozwiniętych zdolnościach, a jednocześnie o ich niemożności wykonywania podstawowych, prozaicznych zabiegów. Czy żyjemy dzięki szczelnej klatce utrzymującej nas w błogiej nieświadomości? Mimo nieograniczonych zdolności kreowania nasze diametralnie różne światy stwarzamy jedynie wewnątrz krat…

Z pewną ulgą zostawiłam za sobą „Pod Strzaskanym Filtrem Percepcji”. Na dziś wystarczy. Także po dobrym dyskursie trzeba wytrzeźwieć.

[i] Zob. badania Kosslyna.  
[ii] Zob. propozycjonalne stanowisko Pylyshyna i teorię podwójnego kodowania Paivia.


Aleksandra Klasa (ur. 1993 r.) – studentka kognitywistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu obserwująca świat zza kulis, zafascynowana podglądaniem mechanizmów podtrzymujących iluzję rzeczywistości. Gubi się nierzadko w analizie ludzkich zachowań czy poglądów, ale chyba wciąż wierzy, że tylko w ten sposób odnajdzie własną drogę ku Zrozumieniu – nawet jeśli jego przedmiot okaże się wyłącznie zwiewną fantasmagorią…
http://www.cytadela.aplus.pl/tematy_cyw/BJ/BJ_kawiarnia.jpg