Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Aleksandra Klasa | 16 września 2013 pod strzaskanym filtrem percepcji

diabeł tkwi w schemacie

Rozpatrywana interdyscyplinarnie kwestia subiektywizmu percepcji może stanowić niezmiernie ciekawy przedmiot rozważań o istocie myśli ludzkiej. Kluczowe jest tu pojęcie ‘problemu psychofizycznego’ (z ang. mind-body problem) – zjawiska, które nie dotyczy wyłącznie relacji  u m y s ł – c i a ł o, lecz przekłada się również na generalny ogląd zależności  d u c h – m a t e r i a.

Kiedy zatem dwie bohaterki spotykające się w kawiarni „Pod Strzaskanym Filtrem Percepcji” nawiązują rozmowę o różnorodności postrzegania zjawisk, odwołują się do czynników wywołujących te rozbieżności. W wyniku konfrontacji dwóch perspektyw dochodzi do zauważenia konfliktu epistemologicznego, którego źródła sięgają aż do korzeni samego aparatu poznawczego.

Nie powinien nas dziwić związek między jakością indywidualnych doświadczeń jednostki a jej oczekiwaniami względem rzeczywistości. Mechanizmy warunkujące zachowanie człowieka niewiele różnią się od tych, które ukierunkowują jego uwagę na konkretne aspekty życia. Przez częstą ekspozycję na pewien składnik łatwo można się nań uwrażliwić i – co za tym idzie – szybciej wyodrębniać go z całej masy przyjmowanych informacji. Na szczeblu neuronalnym odpowiednikiem wspomnianego nastawienia na dany bodziec okazuje się priming – swego rodzaju poprzedzanie doznań powodujące przyspieszone reakcje na materiał wcześniej zaprezentowany. Dzięki temu wydaje się, że trafniej dociera on do właściwych receptorów.

Właśnie przez takie schodzenie poniżej poziomu świadomych wyborów, dokonywanych w obliczu rozlicznych sytuacji życiowych, dociera się do źródła – do aktywności mózgowej, pozostającej kolebką posiadanych reprezentacji mentalnych otoczenia, te zaś są wewnętrznym zapisem wiedzy o rzeczywistości zewnętrznej i stanowią gotowy materiał do tworzenia światopoglądu jednostki. Proces wytwarzania rzeczonych reprezentacji odgrywa kluczową rolę we wszelkich operacjach myślowych. Z pewnością ma on swój udział także w ustanawianiu schematów poznawczych, prowadzących tok myślenia utartymi ścieżkami (bywa, że niezależnie od zmieniających się czynników pobocznych). Dlatego też podczas dyskusji o ograniczeniach wynikłych z przyjmowanej automatycznie perspektywy jedna z rozmówczyń już na samym początku wspomina o sposobach kodowania informacji płynących ze świata zewnętrznego.

Długotrwały spór wewnątrz środowisk naukowych miał na celu odkrycie uniwersalnej metody zapisu danych w umyśle, która to powinna działać w absolutnie każdej sytuacji. Stronnictwa podkreślające wpływ wyłącznie obrazowego kodu dostarczały dowodów empirycznych, podobnie jak te optujące za kodem propozycjonalnym (werbalnym), uznającym wytwarzane obrazy za wtórne względem pierwotnych sądów. Ostatecznie nauka stoi dziś na stanowisku, że w zależności od rodzaju informacji człowiek przyswaja ją za pomocą właściwego opisu słowno-przekonaniowego lub zapamiętuje obraz obserwowanej sceny, choć oczywiście nie wolny od wybiórczości.

Jak się ma ta wiedza do kwestii ograniczeń? Otóż skoro widzenie bezpośrednio wiąże się z językowym przetwarzaniem (formułowaniem sądów i przekonań), to w czasie, gdy ten proces zachodzi, następuje zawężenie ogniska uwagi do wyselekcjonowanego spektrum zdarzenia oraz podporządkowanie interpretacji najczęściej stosowanym szlakom poznawczym (często przywoływane skojarzenia, opinie, wnioski). Mózg chętnie bazuje na wytworzonych schematach – zmniejsza dzięki temu straty energetyczne. Postrzegamy to, co „nastawieni” jesteśmy postrzegać; nie sposób wyplątać się całkowicie z nagromadzenia skrótów percepcyjnych. Rozmówczynie z kawiarni „Pod Strzaskanym Filtrem Percepcji” zestawiają tę tezę z powszechnym w ezoteryce prawem przyciągania (że mówi ono o tym, że spotyka nas to, o czym często myślimy i co znajduje się w kręgu naszego zainteresowania), aby podkreślić, że omawiane zjawiska od dawna tkwią w zakamarkach naszej świadomości, lecz dopiero w ostatnich dekadach powoli udaje się wypracować płaszczyznę porozumienia między twardymi wymogami nauki a zawoalowaną mądrością folkloru.

Jakie jeszcze blokady, które nie pozwalają na nazbyt dowolne i chaotyczne zbieranie informacji, kryją się w ludzkim mózgu? Pamięć sensoryczna wydaje się dobrym tropem, choć pamiętać należy, że stanowi ona raczej kontrast dla ograniczeń, ponieważ przechowuje dokładne odzwierciedlenie zobaczonego obrazu – tyle tylko, że trwa to niezmiernie krótko i jest praktycznie niezauważalne. Niemniej można wskazać taki moment, w którym człowiek ma niemalże pod powiekami bezbłędne odwzorowanie fragmentu świata. Co dalej? Natychmiast zaczyna się żmudny proces obróbki, tworzenia opisów, pozycjonowania obserwacji w kontekście zakorzenionej wiedzy. Obiektywne dane ulatują zmieniając się w wyprofilowany element układanki. Czy zatem postrzeganie pozbawione filtra to ideał w gruncie rzeczy niefunkcjonalny, a więc i zbędny?

Intrygująca teoria Craicka i Lockharta traktująca o poziomach przetwarzania sugeruje, że umysł dąży do segregacji oraz do wyodrębnienia aspektów potrzebnych konkretnej jednostce ze szkodą dla całościowego ujęcia. Badacze ci uznają pamięć za efekt analizy postrzeganego materiału – tym lepszy, im mocniej nowy bodziec zostanie połączony siecią skojarzeń z dotychczasowymi zasobami intelektualnymi. Znów powstaje spersonalizowana mapa mentalna, użyteczna dla funkcjonowania danej osoby w danym środowisku. Zupełnie tak, jakby dobór naturalny nie uznawał Prawdy za wartość tak znaczącą, jaką była ona dla filozofów u zarania cywilizacji Zachodu.

Nie bez kozery na kawiarnianym stoliku znalazła się książka Aldousa Huxleya. Czym skutkowałoby porzucenie powłoki własnych przyzwyczajeń i oczekiwań? Czym zaowocowałoby odstąpienie od ukonstytuowanej tożsamości i zachwianie fundamentami myśli? W „Drzwiach Percepcji” Huxley stwierdza dobitnie – schizofrenią. Autor wychodzi z założenia, że każdy człowiek może zapamiętać wszystko (patrz pamięć sensoryczna), lecz układ nerwowy prędzej czy później pozbędzie się tego nadmiaru, aby ochronić jednostkę przed dezorientacją lub przytłoczeniem ogromem Wszechświata. Nasze ego osadzono – niczym latarnię – wokół najbardziej podstawowych procesów organizmu, zakotwiczono w samych fundamentach budowy (zarówno anatomicznej, jak i mentalnej), aby ograniczyć prawdopodobieństwo rozwarstwienia osobowości. Nie docieramy do rzeczywistości bezstronnej, prawdziwie niepojętej, na którą gotowi są może buddyjscy mnisi, ale na pewno nie ludzie zmuszeni do radzenia sobie w świecie opartym na konkretnych strukturach, a w dodatku funkcjonującym dzięki restrykcyjnej umowie społecznej. Wszystko to nie pozostawia ani przestrzeni czasu, ani pola manewru na kwestionowanie aksjomatów – cele zaprogramowane biologicznie wciąż wymagają ustawicznego ruchu, poszukiwania nowych możliwości oraz wychodzenia z inicjatywą, co zostaje znacząco utrudnione, gdy upada wiara w słuszność percepcyjnych złudzeń. Do tej granicy należy zbliżać się ostrożnie. A może lepiej cieszyć się, że iluzje działają? Może wcale nie warto pożądać Prawdy?


Aleksandra Klasa (ur. 1993 r.) – studentka kognitywistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu obserwująca świat zza kulis, zafascynowana podglądaniem mechanizmów podtrzymujących iluzję rzeczywistości. Gubi się nierzadko w analizie ludzkich zachowań czy poglądów, ale chyba wciąż wierzy, że tylko w ten sposób odnajdzie własną drogę ku Zrozumieniu – nawet jeśli jego przedmiot okaże się wyłącznie zwiewną fantasmagorią…
http://www.blog.bezokularow.pl/wp-content/uploads/2013/01/oko-proroka-zdjecie.jpg