Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Antoni Kaja | 07 października 2013 przepis na:

kontrowersja w sosie własnym

Ilość porcji: 1

Porcja powinna wystarczyć na: 90 minut

Składniki:
3 miseczki
1 szklanka wrzącej wody
5 reżyserów i scenarzystów
2 znanych aktorów
2 aktorów u szczytu popularności
4 ważnych bohaterów
1 kostka stolicy
1 przegniły sex shop
1 czubata łyżka wojny o krzyż
½ szklanki pedofilii wśród księży
1 butelka alkoholizmu
1 duże urojenie na tle religijnym
odrobina soli tragedii i łez
2 łyżeczki przemocy
1 opakowanie patologii w proszku
3 kulki gorzkiej wizji społeczeństwa
2 listki obrazoburstwa
1 puszka sosu z rutyny
pęczek zamiłowania do futbolu
szczypta martyrologii i idealizmu
sok z symboliki
ziele dewocji
aromat niedopowiedzenia
esencja polskości  

Przygotowanie:
Niech pierwszy scenarzysta wybierze jednego aktora u szczytu popularności i jedną znaną aktorkę (UWAGA: w trakcie filmu nie powinna ona wypowiedzieć ani jednego słowa – to zwiększy siłę oddziaływania), obtoczy ich starannie w żółtku z dużego urojenia na tle religijnym, a następnie doda jedną kulkę gorzkiej wizji społeczeństwa, ziele dewocji oraz jedną łyżeczkę przemocy. Wszystko należy doprawić szczyptą martyrologii i idealizmu oraz dokładnie wymieszać. Tak powstałą masę chwilowo odkładamy na bok.

Drugi niech dobierze jednego ważnego bohatera (koniecznie nieletniego chłopaka z ubogiej rodziny!) i jednego znanego aktora (takiego, po którym widzowie nie spodziewają się aż tak niejednoznacznej roli), doda pół szklanki pedofilii wśród księży, jedną łyżeczkę przemocy, a także sól tragedii i łez do smaku. Ostateczny produkt wlewamy do pierwszej z przygotowanych miseczek i mocno ubijamy. Otrzymana bita śmietana przyda się w końcowej fazie przygotowań.

Trzeci niech wrzuci kolejnego ważnego bohatera (rozwodnika z problemami) do butelki alkoholizmu, subtelnie doprawiając ją pęczkiem zamiłowania do futbolu. Powstała nalewka przyda się później.

Czwarty niech zaleje wrzącą wodą w drugiej miseczce patologię w proszku z dodatkiem soli tragedii i łez. Następnie zawinie jednego ważnego bohatera (kobietę, która chce zmienić swoje życie) w plastry przegniłego sex shopu i delikatnie zanurzy w uprzednio przygotowanym roztworze. Galaretkę wkładamy do lodówki i pozostawiamy do zastygnięcia.

Piąty niech włoży do trzeciej miseczki jednego aktora u szczytu popularności  (dla niego będzie postać szofera znużonego swoim życiem), aby zatopić ją w gęstym sosie z rutyny. Jedna kulka gorzkiej wizji społeczeństwa doda całości odrobiny wyrazistości.

Potem zbieramy pozostałe resztki, mieszamy z jednym ważnym bohaterem (kobietą, która utraciła tożsamość) i dopełniamy dzieła obfitą ilością aromatu niedopowiedzenia. Pamiętajmy, że nic nie może się zmarnować.

Kiedy nasze historie zyskają już kształt, odsiewamy scenarzystów i rezygnujemy z dalszych usług jednego z nich. Wybieramy jednego człowieka, która wraz z pozostałymi roztoczy reżyserską opiekę nad filmem.

Pora na ostateczne przygotowania. Wyjmujemy z lodówki przygotowaną wcześniej galaretkę, po czym kroimy ją na kilka kawałków, które oblepiamy masą urojenia. Polewamy to wszystko gęstym sosem z rutyny z dodatkami. Do całości dodajemy hojnie nalewki z alkoholizmu i dosypujemy pokruszoną opowieść, która powstała nam z resztek. Na wierzch odrobina bitej śmietany pedofilii.

Prawie gotowe danie wrzucamy na patelnię, na której przedtem rozpuściliśmy kostkę stolicy. Dodajemy czubatą łyżkę wojny o krzyż, dwa listki obrazoburstwa, sok z symboliki, a także pozostałe kulki gorzkiej wizji społeczeństwa. Całość dusimy w esencji polskości na małym ogniu przez około trzydzieści minut. Jeśli została jeszcze resztka soli tragedii i łez, nie wahajmy się doprawić naszą potrawę.

Odpowiedni proces przygotowania powinien zapewnić nam zgrabną klamrę kompozycyjną i enigmatyczną scenę finałową (będącą przetworzeniem „Ostatniej wieczerzy” Leonarda da Vinci). Nadajemy wszystkiemu nazwę „Stacja Warszawa” i gotowe.

Oglądając tę groteskową zbitkę opowieści, którym nadano pseudopolifoniczny charakter, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wrzucono do jednego kotła wszystko, co w dzisiejszej rzeczywistości uchodzi za kontrowersyjne, a co za tym idzie – nadające się do sprzedaży. Problemy wałkowane do znudzenia przez krajowe media przedstawiono w tej produkcji w o wiele bardziej łopatologiczny sposób niż ma to miejsce chociażby w mającym niedawno premierę filmie „W imię...” Małgorzaty Szumowskiej (odnoszę się tu do kwestii pedofilskich skłonności niektórych księży). Do kompletu zabrakło chyba jedynie wątku homoseksualnego, który być może wydał się twórcom aż nadto modny.  Stąd właśnie wzięło się moje skojarzenie z koszmarem kucharza: mimo prawdopodobnie dobrych chęci (a kto wie, może nawet ambicji demaskatorskich) i działań mających na celu uwydatnienie gorzkiego smaku polskości, rezultatem jest boleśnie miałka papka.

Ale cóż z tego, że wyszło danie co najmniej ciężkostrawne? Może dzięki swojej naturze trafi na jakiś filmowy przegląd. Może nawet pokażą je na festiwalu w Gdyni...


Antoni Kaja (ur. 1993) - student filologii angielskiej, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych postaci telewizyjnych i poszukuje wrót do alternatywnych światów (w celach, oczywiście, czysto naukowych). Czuje niebezpieczny pociąg do czarnych charakterów pokroju Hannibala Lectera czy Normana Batesa. Interesuje go kultura brytyjska, ale bardziej w swojej nieco pokręconej postaci; zachwyt wzbudza w nim wszystko to, co związane z Latającym Cyrkiem Monty Pythona, ceni ironię, sarkazm i czarny humor; z wypiekami na twarzy obserwuje przygody Doktora Who. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest jego pasja.
http://www.mojegotowanie.pl/var/self/storage/images/przepisy/obiady/mieso_duszone_w_sosie_wlasnym_z_warzywami/1604151-1-pol-PL/mieso_duszone_w_sosie_wlasnym_z_warzywami_popup_watermark.jpg