Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Piotr Wróblewski | 03 grudnia 2014 recenzje

w stolicy wystawiali muzykę

Najważniejsza impreza branży muzycznej w Polsce? Być może. W tym roku czegoś jednak zabrakło. Europejskie Targi Muzyczne CJG 2014 okazały się gorsze niż te ubiegłoroczne, ale nadal interesujące.

Doświadczenia z zeszłorocznej edycji sprawiły, że i tym razem miałem wysokie oczekiwania. Liczyłem na świetne koncerty, sale pełne dyskutantów i ciekawe opinie ważnych graczy biznesu muzycznego. Impreza z roku na rok rozwijała się i pokazywała branżowe nowości. W tym roku coś jednak poszło nie tak.

Mniej, mniej, mniej…

Problemy zaczęły się już przy okazji wydawania akredytacji. Przyznano je tuż przed rozpoczęciem targów, więc niektórzy wychodząc z warszawskiego Dworca Centralnego dowiedzieli się, że nie zostali akredytowani. Ja miałem więcej szczęścia.

W tym roku Europejskie Targi Muzyczne CJG odbywały się na znacznie mniejszej powierzchni. Pojawiła się za to tajemnicza sala VIP. Mniej też było odwiedzających. Ruch między stoiskami oceniam jako niewielki, nikt nie musiał się  przeciskać (jak miało to miejsce w zeszłym roku). Szkoda, że wydarzenie, które ma niezwykle szczytny i słuszny cel, cieszy się coraz mniejszym zainteresowaniem.  Może  problem tkwi w uboższej tematyce i nieobecności mejdżersów?

Gdzie ci mejdżersi?

Wiele spotkanych osób podkreślało, że na targach brakuje mejdżersów, czyli pierwszoplanowych postaci rynku muzycznego. Rzeczywiście, próżno było szukać największych wytwórni, festiwali, producentów sprzętu i firm z branży mediowej. Zabrakło barwnych postaci, które przyciągały tłumy podczas poprzednich edycji Targów – Czesława Mozila, Piotra „Glacy” Mohameda, Jurka Owsiaka.  Organizatorzy imprezy, z nazwy europejskiej, zaprosili też niewielu zagranicznych gości.

Druga strona medalu

Choć na panelach dyskusyjnych świeciło pustkami, ich treść  okazała się niezwykle ciekawa. Mogliśmy poznać specyfikę rynków muzycznych Niemiec, Estonii i Litwy, porozmawiać z twórcami filmu Polskie Gówno czy dowiedzieć się, na czym będzie polegać opłata od smartfonów, szykowana przez ZAiKS. Za mocne punkty paneli dyskusyjnych można uznać kilka dyskusji o imprezach muzycznych, począwszy od koncertów w niewielkich klubokawiarniach, skończywszy na wydarzeniach w małych polskich miasteczkach. Można było również obejrzeć filmy muzyczne, wymienić się swoimi płytami i zajrzeć do strefy printu.

Mieszanka koncertowa

Ekscytująco zrobiło się wieczorem. Artur Rojek, Mama Selita, The Dumplings, Wojtek Mazolewski Quintet… Taki zestaw zadowoli nawet najbardziej wymagającego audiofila. Muzyka była różnorodna, trafnie wybrana i porządnie nagłośniona.

Jak zwykle doskonale sprawdziła się scena Teatru Dramatycznego. Pasmo koncertów w specyficznej przestrzeni zainaugurowali artyści z The Dumplings. Duet nastolatków z Zabrza wraz z towarzyszącymi im muzykami zagrali krótki set,  wprowadzający w trans. Nie bez kozery nazwano ich największą sensacją muzyczną tego roku. Poza przedstawicielami electropopu przed publicznością wystąpili: Paula i Karol, warszawski energetyczny skład Mama Selita, Ania Rusowicz, Dawid Podsiadło w wersji Curly Heads, a także bracia Waglewscy, czyli Fisz Emade Tworzywo.

Poza Teatrem Dramatycznym i Cafe Kulturalną muzyka wybrzmiewała na scenie podczas prezentacji Good Time Radio. Mam nadzieję, że klimatyczne damskie wokale Kasi Popowskiej i Natalii Nykiel zostaną docenione i w kolejnych latach będziemy mogli posłuchać ich na dużej scenie.

Występ na Europejskich Targach Muzycznych to dobry moment na rozpoczęcie kariery. To na scenie Cafe Kulturalnej w zeszłym roku swoją wielką przygodę zaczynali artyści z grupy XXANAXX. Wkrótce potem przyszły: ich debiutancka płyta wydana przez Warner Music Poland, notowanie na OLiS-ie i liczne koncerty.

Polskie Targi Muzyczne

Na Europejskie Targi Muzyczne trzeba patrzeć przez pryzmat wszystkich wydarzeń im towarzyszących. Poziomu europejskiego niestety nie doświadczyłem.  Mimo wszystko było ciekawie. Wystawcy na swoich stanowiskach przygotowali bardzo ciekawą ofertę i liczne niespodzianki. Stworzono szansę, aby dowiedzieć się sporo o imprezach, mediach i innych gałęziach branży muzycznej. Informacje podano w praktycznej formie, często przekupując nieco przechodniów wypiekami, gadżetami czy płytami. W tym roku pokazało się sporo nieznanych firm i organizacji, dzięki czemu sam poznałem wiele nowych instytucji. Gdyby impreza odbywała się po raz pierwszy, uznałbym ją za zakończoną sukcesem. Mówimy jednak o kontynuacji, zatem pozostaje niedosyt. Cel imprezy jest słuszny, dlatego mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej.


Piotr Wróblewski (ur. 1992 r.) – student. Organizator PIF PAF Music Festival. Zwolennik polskiej muzyki. Chciałby zainteresować ludzi muzyką, koncertami i zespołami, których nie usłyszą w popularnych mediach.
bi.gazeta.pl/im/63/42/10/z17050467AA,Koncert-Ani-Rusowicz-na-Europejskich-Targach-Muzyc.jpg