Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Piotr Wróblewski | 12 grudnia 2014 (nie)dola idola

ponad podziałami?

Wokół muzyki hip-hopowej wytworzyła się subkultura. Raperzy, producenci i dziennikarze działali razem obok głównych mediów. Dwa tygodnie temu coś pękło.

Hip-hop znalazł swoich odbiorców poza głównym nurtem. Nie przeszkadzał im brak informacji o raperach w prasie, w telewizji czy w radiu. Wystarczała wspólnota, która zaczęła działać na własną rękę. Powstały odrębne media, imprezy, ubrania, gadżety, niezależne wydawnictwa. O sukcesach pisałem już tutaj. Maszyna o nazwie polski hip-hop działa świetnie i przynosi coraz więcej pieniędzy. Wraz z kasą pojawiła się realna władza. To wybuchowe połączenie powoduje kryzys.

Wkurwieni, co?

Takiego SMS-a otrzymała redakcja portalu cgm.pl. Napisał go… raper Peja. Wszystko w związku pewną youtube’ową aferą. Poznański raper zablokował kanał wideo cgm.pl i zgłosił naruszenie prawa autorskiego w wywiadach z nim samym. Jest to o tyle ciekawe, że prawa do wywiadu przysługują jego twórcy. W tym wypadku YouTube zareagował błyskawicznie, blokując kanał portalu. Wszystko dlatego, że Ryszard Andrzejewski – Peja – posiada tzw. kanał premium, a wraz z nim: władzę i realną przewagę nad standardowymi użytkownikami (takimi jak cgm.pl).

Problem pojawił się po niepochlebnej recenzji najnowszej płyty poznańskiego rapera. Dziennikarze wyrazili się o krążku niezbyt dobrze, więc muzyk postanowił im odpowiedzieć. Wszystko to przypomina zabawę w piaskownicy, gdy obrażony zabiera własne zabawki i idzie do domu. Z tym że Rysiek zabrał też nieswoje zabawki, a właściwie zabronił innym się bawić. W serwisie YouTube zablokowano wszystkie wywiady, które zawierał kanał portalu. Także te z innymi muzykami, producentami itp.

Patowa sytuacja trwała od 20 listopada (czyli od dnia blokady kanału) do zeszłego tygodnia. Na początku grudnia problem zaczęły nagłaśniać mainstreamowe i niehip-hopowe media.

Coming out

W ciągu jednego dnia pojawiło się wiele publikacji dotyczących wspomnianej afery. Od mediów branżowych (Wirtualne Media), przez wykop.pl, po liczne serwisy. Wszyscy pisali o złośliwości Ryśka, niemocy cgm.pl i o dziwnej machinie YouTube, która wszystko blokuje z automatu. Spór wyszedł poza hip-hopowe podwórko i został rozwiązany: dzień po publikacjach konto odblokowano.

Nie wiem, czego to zasługa: rozgłosu czy zbiegu okoliczności. Wiem za to, że społeczeństwo dostało jasny komunikat: światek hiphopowy się kłóci. Szkoda, bo do tej pory wysyłano sygnały zgoła odwrotne, umotywowane przykładami featuringów na płytach, wspólnych firm i tras koncertowych. Nieliczne kłótnie zostawały „w rodzinie”.

Nie lubimy bogatych

Kultura budowana od zera – związana z ulicą, prostym życiem i brakiem pieniędzy – dojrzewa. Teraz liczący się gracze kasują za swoje występy kilkanaście tysięcy złotych. Poza tym sprzedają tysiące płyt i produkują ciuchy dla fanów. Pojawiła się czysta ekonomia, zysk i strata. Dla pieniędzy można zrobić wiele, szczególnie gdy istnieje szansa na zatrzymanie wysypu niepochlebnych opinii, które mogłyby niekorzystnie odbić się na sprzedaży krążka. Nie jestem pewien, czy Peja zablokował stronę z obawy przed złymi opiniami na temat płyty, lecz wydaje mi się to prawdopodobne.

Cała sytuacja pozwala twierdzić, że hip-hop dojrzał i stał się solidną gałęzią rynku muzycznego. Rynku, w którym nie ma miejsca na sentymenty, przyjaźnie i współprace. Liczy się rywalizacja, zysk i jeszcze raz zysk.

Raperzy w coraz mniejszym stopniu reprezentują swoje osiedla. Mają lepszą sytuację finansową niż ich fani. Coraz głośniej domagają się swoich praw i własnego kawałka muzycznego (czytaj: finansowego) tortu. Oczywiście nie wszyscy chcą brać udział w tej grze.

Czy szykuje się ostry podział na hip-hop właściwy i niewłaściwy, mainstream i underground? Przykład Donatana pokazuje, że jest to możliwe. W jego przypadku wyjście poza hip-hopowe podwórko zaowocowało krytyką, także ze strony dawnych współpracowników. Wtedy środowisko było zgodne i sprzeciwiło się komercjalizacji hip-hopu; pozostaje pytanie, jak będzie następnym razem. I czy rzeczywiście „stan PLN-ów w portfelu nigdy nie rósł proporcjonalnie do ilości osiągniętych celów[1]”.



[1] Powołuję się na Czas dużych przemian (O.S.T.R. i Hades, płyta HAOS).


Piotr Wróblewski (ur. 1992 r.) – student. Organizator PIF PAF Music Festival. Zwolennik polskiej muzyki. Chciałby zainteresować ludzi muzyką, koncertami i zespołami, których nie usłyszą w popularnych mediach.
http://techcity.pl/wp-content/uploads/2009/08/DSC_0024mbest.jpg