Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Piotr Wróblewski | 18 kwietnia 2013 muzyka obywatelska

viva(t)! fryderyk

Cios, sensacja, komercjalizacja, zmowa branżowa – takimi słowami można określić przedstawienie nominacji do tegorocznej nagrody muzycznej Fryderyk.

Laur przyznawany od 1999 roku przez Związek Producentów Audio-Video (w skrócie ZPAV) miał być przeznaczony dla najlepszych polskich artystów. Aby uprawomocnić Fryderyki, w komisji przyznającej nagrody zasiadają dziennikarze, muzycy, autorzy tekstów, producenci oraz inni reprezentanci tzw. branży (ponad tysiąc osób, sprawdźcie sami: http://www.zpav.pl/fryderyk/akademia.php).

Wszystko wygląda bardzo dobrze – z pozoru. Gdy przekonamy się, jakie zmiany zaszły w tym roku w zasadach przydzielania nagród, być może dojdziemy do wniosku, że te wyróżnienia pozbawione są sensu.

Garść porównań.

Od 1999 roku statuetki rozdziela się pomiędzy trzy sekcje: muzyki rozrywkowej, muzyki jazzowej i muzyki poważnej. Dwie ostatnie zasadniczo nie zmieniają się od lat. Daleko idące modyfikacje zaszły za to w sekcji muzyki rozrywkowej. Jeszcze w 2012 roku przyznano tutaj nagrody w dwudziestu jeden kategoriach: piosenka roku, album roku pop, wokalistka roku, grupa roku, fonograficzny debiut roku, album roku rock, album roku muzyka alternatywna, wokalista roku, autor roku, kompozytor roku, produkcja muzyczna roku, album roku folk/muzyka świata, album roku hip hop/R&B/reggae, album roku piosenka poetycka, album roku muzyka klubowa/elektronika, album roku metal, album roku blues, album roku oryginalna ścieżka dźwiękowa, najlepszy album zagraniczny, wideoklip roku, najlepsza oprawa graficzna albumu.

Gdy już przepisałem te wszystkie kategorie, uświadomiłem sobie, że każdy gatunek muzyczny i każde środowisko mogło liczyć na swoją nagrodę. Być może było tego trochę za dużo, zwłaszcza że w zeszłym roku prognozowano drastyczny spadek sprzedaży płyt. Warto jednak pamiętać o tym, że choć na świecie rzeczywiście obrót nośnikami przenosi się w kierunku muzyki cyfrowej, w Polsce odnotowano wzrost liczby kupionych płyt aż o 25% w stosunku do 2011 roku. Niestety, w parze z tą radosną nowiną idzie niewesołe spostrzeżenie –  ZPAV ograniczył ilość kategorii w sekcji „muzyka rozrywkowa”. Obecnie wygląda to następująco: album roku, artysta roku, debiut roku, utwór roku.

Nawet z rozmiarów mojego wyliczenia wynika, że to zdecydowanie mniej niż w latach ubiegłych. Argumentacja jest prosta – liczy się prestiż. Dwadzieścia jeden kategorii, przy stosunkowo niewielkiej liczbie zespołów muzycznych odgrywających znaczną rolę, doprowadza do tego, że wszyscy „znani” otrzymują nagrody.

Mam wrażenie, że w naszym pięknym kraju znowu wylano dziecko z kąpielą i zmieniono zasady konkursu zbyt inwazyjnie, bez zastanowienia się nad konsekwencjami. Zastanawiam się, jak szanowna komisja w przyszłości powiąże Behemotha z Arturem Andrusem. Jak porównać płytę Noviki z płytą Donatana, jak zestawić (nawiązując do najnowszych notowań list przebojów) ze sobą Weekend i Brodkę? Takie pytania można mnożyć, ale mimo wszystko trzeba chyba zacząć traktować Fryderyki na równi z nagrodami przyznawanymi przez tygodniki, kolorowe magazyny i portale internetowe.

A miało być tak pięknie.


PS
Polecam świetny utwór zespołu Muchy. Na nominację do Fryderyków nie zasłużył, ale może zasłuży na Waszą uwagę i ocenę.

 

  


Piotr Wróblewski (ur. 1992 r.) – student. Organizator PIF PAF Music Festival. Zwolennik polskiej muzyki. Chciałby zainteresować ludzi muzyką, koncertami i zespołami, których nie usłyszą w popularnych mediach.