Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Piotr Wróblewski | 17 czerwca 2013 muzyka obywatelska

rock is dead - gdzie są młode polskie zespoły?

Lista zespołów młodych, polskich, grających nieodtwórczego rocka i w dodatku znanych dalej niż w promieniu 30 km od swojego miejsca zamieszkania nie jest zbyt długa (pomijam pasjonatów, którzy śledzą bardzo wnikliwie debiuty setek nowych artystów). Co zrobić, żeby zainteresować taką muzyką rzesze ludzi?


Skąd muzyka?

Najpierw o radiu. Niestety prawie połowa odbiorników radiowych ustawiona jest na trzy główne stacje. Możemy w nich znaleźć wyłącznie muzykę popularną, ustalaną według specyficznego, interesującego klucza: to, co akurat zostanie wyemitowane, zależy od specjalnych programów komputerowych i wyników badań związanych m.in. z naszym ulubionym kolorem, godzinami karmienia dzieci czy z porą przygotowywania posiłków przez gospodynię domową. Nie ma tu miejsca ani na innowacje, ani na promocję polskiej twórczości.

Pozostają radia alternatywne. Słucha ich mniejszość, ale można tam znaleźć muzykę polską i w miarę świeżą. Nie oczekujmy zbyt wiele, przecież radia komercyjne siłą rzeczy będą się skupiały na słupkach, liczbach i zerach na bankowych kontach. Poszukajmy medium bardziej otwartego, nie nastawionego (z pozoru) na komercję – Internetu.

Wydaje się, że Internet może pomóc w znalezieniu dobrych zespołów. To prawda, jednak jako środek masowego przekazu również on lansuje te grupy, które są ujednolicone, ulizane i ugrzecznione. Niestety, to, co masowe i popularne jest ciekawsze (ponoć), gdyż za takimi wykonawcami stoją wytwórnie i – co za tym idzie – cyfry, tabelki, zera na koncie. Pojawiają się wykupione wyświetlenia klipów w serwisie Youtube, artykuły pisane na zamówienie, a nawet sztucznie tworzone wizerunki  „gwiazd alternatywnych” (patrz Lana Del Rey).

Owszem, różnorodność polskiej muzyki można dostrzec, ale trzeba szukać jej na własną rękę lub za pomocą niszowych portali.


Odbiorca bierny, nadawca bezczelny?

Może odbiorca nie ma ochoty słuchać tekstów. Skoro większość woli nieambitnie, to czy nie powinniśmy tego przyjąć? Niby tak, ale każdy z nas odprowadza podatki, a tym samym przeznacza część swoich ciężko zarobionych pieniędzy na polską kulturę. Okazuje się jednak, że łatwiej jest pomóc początkującym artystom grającym muzykę klasyczną niż zespołom zaczynającym rockową przygodę. Ale przecież „klasyczni” to nisza, a rock –  niekoniecznie.


Rzecz o kilku winowajcach

1. Festiwale

Na początek rys historyczny. W latach 80. istniał sobie festiwal w Jarocinie. Ogólnopolski Festiwal Muzyki Młodej Generacji, bo tak brzmiała jego pełna nazwa, został stworzony przez buntowników, którzy za pomocą muzyki chcieli wiele udowodnić. To była naprawdę oaza niepokornych, którzy wyszli z podziemia i nagle stali się znani szerokiemu gronu odbiorców. Dość powiedzieć, że w Jarocinie debiutowali m.in.: Armia, Dżem, T.Love, Acid Drinkers czy Hey.

Po reaktywacji Jarocina w roku 2006 żaden z występujących tam młodych zespołów nie przebił się i nie zyskał uznania. Z każdym rokiem na festiwalu słyszymy za to więcej zagranicznych kapel.

Niby to komercja, reguły rynku, popyt i podaż, ale czy wspieranie początkujących jest takie trudne? Czasem wystarczą dobre chęci, trochę researchu i okazuje się, że można znaleźć prawdziwą perełkę. Gdy taka perełka zdobędzie z czasem ogólnopolskie uznanie – satysfakcja gwarantowana. To trochę jak z piłką nożna i polityką transferową. Można ściągać drogie gwiazdy i tworzyć dream team, ale jeśli odpowiednio się szuka młodzieży i równie dobrze ją szkoli, to zawsze wyjdzie się na tym lepiej jakościowo i korzystniej finansowo. Żeby nie być gołosłownym: Glastonbury, największy brytyjski festiwal, prezentuje przede wszystkim wykonawców z wysp, i to od młodych po uznane gwiazdy.

Na polskich festiwalach też jest miejsce dla młodych zdolnych. Problem: wspomniana przestrzeń to zazwyczaj boczna scena, a godziny występów pokrywają się z otwarciem bram dla widzów (a bynajmniej nie przychodzi się na koncert zaraz po otwarciu bram). Warto docenić odmienną praktykę wykorzystywaną na przykład przez twórców Open’era, czyli inicjatywę o nazwie Young Talent Stage.

Przy okazji festiwali warto wspomnieć o koncertach i o wyzyskiwaniu młodych zdolnych. Organizatorzy koncertów w małych klubach, podczas dożynek, na dniach miasta itp. zapraszają oczywiście młode zespoły. Często jedyną formą wynagrodzenia jest wtedy darmowe piwko i kiełbaska. Brakuje poszanowania dla początkujących wykonawców. Nie mówię tu o jakichś znacznych sumach, ale o zwykłej wypłacie dla artystów, którzy swoją muzyką gorzej lub lepiej, ale mimo wszystko docierają do publiczności.

2. Media

Polska muzyka musi być obowiązkowo grana w radiu (świetny pomysł na promowanie rodzimej twórczości), ale i tak emitowana jest głównie w nocy (smutna rzeczywistość). Nie można jednak wieszać psów na mediach, które kierują się głównie zyskiem. Kultura hiphopowa wykształciła swoje charakterystyczne wzorce i silne korzenie, dzięki temu do zdobycia popularności wystarczyła raperom własna branża. Rock startuje z innej pozycji. Gdzieś zniknęli buntownicy, coraz więcej jest za to starych i niestety wkur***nych. Młode zespoły rockowe w przeciwieństwie do hiphopowej braci nie jednoczą się i nie tworzą wspólnoty. Brak im wspólnego miejsca, w którym mogłyby się spotkać, skonfrontować, ale także i nauczyć czegoś.

3. Koncerty

Coraz mniej osób chodzi na koncerty, coraz więcej fanów wybiera darmowe imprezy plenerowe. To prawda, ale czy nie da się z tym walczyć? Zespół sam powinien promować wydarzenia, w których bierze udział. Wiadomo, że na początku tłumnie przybywają tylko znajomi, ale nie można się poddawać. Trzeba próbować, działać, informować, zaskakiwać. Wiadomo, że ilość fanów zależy od jakości zespołu. To temat na zupełnie inną rozmowę. Zakładam, że zespół jest dobry. Przykłada się do tekstów, dźwięków i koncertów.


***

Rzeczywistość jest często bardziej skomplikowana. Kwestie, które starałem się nakreślić, to tylko jedne z wielu problemów, z którymi musza się zmierzyć młode zespoły. Najwięcej zależy jednak od nich samych. Żeby zapoczątkować ruch, koniecznie trzeba pokazać, że mamy coś (a właściwie „to coś”) do powiedzenia. W środowisku odczuwa się potrzebę wspólnego działania, potrzebę kreowania miejsca spotkań, potrzebę prowadzenia dialogu oraz udowodnienia wszystkim, że rock nie umarł i że możemy pełni pasji walczyć z najlepszymi. Na pohybel komercji!



PS.
http://www.youtube.com/watch?v=fDKqrwKcTJ4
Przedstawiam Wam młody, bardzo obiecujący zespół Transsexdisco. Posłuchajcie „Ubocznego efektu narzekania” i oceńcie poziom sami.
Zachęcam również do słuchania Radia Norda FM, gdzie w każdy poniedziałek od godziny 19 do 21 wraz z Pawłem Reckim mówimy o muzyce –  właśnie o tej niszowej, alternatywnej.


Piotr Wróblewski (ur. 1992 r.) – student. Organizator PIF PAF Music Festival. Zwolennik polskiej muzyki. Chciałby zainteresować ludzi muzyką, koncertami i zespołami, których nie usłyszą w popularnych mediach.