Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Piotr Wróblewski | 29 sierpnia 2013 muzyka obywatelska

artyści to prostytutki?

Wszyscy artyści to prostytutki. W oparach lepszych fajek, w oparach wódki (…)
Tak  Kazik Staszewski śpiewał o polskim show-biznesie w latach 90. i niewątpliwie było w tym wiele prawdy. Minęły dwa dziesięciolecia, ale pytanie pozostaje to samo: Kiedy artysta się sprzedaje?

Pytanie jest skomplikowane, ponieważ z różnymi organizacjami i firmami można współpracować na wiele sposobów. Należy zauważyć, że fani często krytykują tego rodzaju romanse.  Czy współpraca za pieniądze jest jednak zawsze artystyczną prostytucją?

Przyjrzyjmy się zespołowi muzycznemu, który właśnie zrobił karierę: jest grają go w radiu, występuje w telewizji. Po jednym z koncertów do garderoby zespołu – nazwijmy go „A” – przychodzi trzech elegancko ubranych panów w dobrze skrojonych garniturach –ich nazwijmy z kolei Panami „X”, „Y” i „Z”. Wszyscy z walizkami pełnymi pieniędzy. Pierwszy wchodzi Pan „X”. Po chwili proponuje zespołowi nagranie ścieżki dźwiękowej do swojego nowego filmu. Daje dwieście tysięcy złotych. Pan „Y” na stół kładzie pół miliona – w zamian za wykorzystanie hitu grupy „A” w reklamie znanego producenta proszku do prania. Na końcu przychodzi Pan „Z”, którego walizka jest największa. Równo ułożone banknoty stuzłotowe w liczbie dwudziestu tysięcy znaczą, że na stole znajdują się dwa miliony złotych. Propozycja – nagranie piosenki wyborczej dla największej opozycyjnej partii politycznej w kraju.  Menager zostawia muzykom wolną rękę, a na backstage’u po koncercie zaczyna się żywa dyskusja podlewana solidną ilością piwa.

Sytuacja jest oczywiście jak najbardziej hipotetyczna. Zastanawia mnie jednak to, jak my wszyscy podeszlibyśmy do takich propozycji. Ja zapewne rozważyłbym nagranie ścieżki do filmu. Wiadomo: film i dobra muzyka to jeszcze większy sukces zespołu, a poza tym nie możemy tutaj mówić o „sprzedaniu się”, tylko o uczciwej współpracy. Dobry muzyk potrafi stworzyć świetny numer, a także wykorzystać materiał filmowy do autopromocji. Dwa lata temu wspomniany na wstępie Kazik nagrał muzykę do filmu o Janku Wiśniewskim. Jak wyszło? Sami oceńcie, ja mam wrażenie, że odświeżenie piosenki Jacka Kaczmarskiego udało się Staszewskiemu znakomicie, a cały film wiele na tej współpracy zyskał.




Sytuacja wygląda trochę inaczej, jeśli chodzi o nagranie przeboju. Mimo wszystko punktów stycznych między ścieżką filmową a piosenką na zamówienie jest wiele. W obu przypadkach należy dopasować się do koncepcji tego, który płaci. Zaryzykuję stwierdzenie, że można stworzyć świetną piosenkę wyborczą i jednocześnie nie zaprzedać duszy diabłu. Gorzej jeśli chodzi o to, czy identyfikujemy się z przesłaniem własnego utworu, bo kojarzenie zespołu z jakąś partią raczej nie przysporzy mu nowych fanów. Polityka to raczej temat tabu,  jeśli nastawiamy się na szeroki odbiór. Kilka lat temu na taki mezalians zdecydowała się topowa wtedy grupa Ich Troje. Muzycy podeszli do sprawy poważnie, a –Samoobrona – ich zleceniodawca – dostała się do parlamentu.




Powróćmy jeszcze do Pana „Y” od reklamy proszków. Powstało mnóstwo świetnych reklam, a wiele zespołów udostępniło w nich swoje piosenki. Dość powiedzieć, że kilka lat temu polski zespół alternatywny Renton mieliśmy szansę usłyszeć w reklamie jednej z telefonii komórkowych.




Możemy ich ganić, możemy chwalić, możemy jednak zauważyć, że członkowie zespołu skończyli Szkołę Główną Handlową w Warszawie.

Różnica między sprzedaniem się, a udaną współpracą jest niewielka i zależy chyba głównie od końcowego efektu. Decydujący głos mają – jak zawsze –  fani, którzy (tu sparafrazuję Grabarza), jadą po muzykach w necie beztrosko i za darmo. Cóż, nawet jeśli grasz na flecie, płać za swoją popularność.





Piotr Wróblewski (ur. 1992 r.) – student. Organizator PIF PAF Music Festival. Zwolennik polskiej muzyki. Chciałby zainteresować ludzi muzyką, koncertami i zespołami, których nie usłyszą w popularnych mediach.