Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Piotr Wróblewski | 20 stycznia 2014 muzyka obywatelska

czy jest na sali magister?

„Miałem być skrzypkiem, zostałem raperem” – tak O.S.T.R. wspominał swoją młodość podczas koncertu z cyklu Made in Polska. Dorastanie wiążemy z czasami liceum, pierwszą pracą bądź początkiem studiów. A jak wyglądały młode lata rodzimych raperów? Biografie mogą okazać się zaskakujące.

Stereotyp polskiego rapera jest znany: mało inteligentny chłop, który mieszka na blokowisku, chodzi w szerokich spodniach i pewnie nie skończył nawet szkoły średniej. Jest skłonny do bójek i kradzieży, lubi używać wulgaryzmów, nie stroni od alkoholu oraz wyuzdanych rozmów o płci przeciwnej. W wielkim skrócie – leniwy, przygłupawy, a czasem nawet agresywny typ.

Tak mówią osoby, które hip-hopu nie znają i poznać go nie chcą. Artyści muszą bronić się sami. Tym razem nie słowem śpiewanym (rapowanym), tylko faktami.

Przywołany przeze mnie na wstępie O.S.T.R. jest absolwentem Akademii Muzycznej. Miał być skrzypkiem, został raperem. Na pewno pozostał artystą. Umiejętności nabyte podczas studiów wykorzystuje choćby podczas produkcji bitów. Rahim ukończył zarządzanie i teraz sprawnie prowadzi swoją agencję artystyczno-wydawniczą. Można by wymieniać dalej i zastanawiać się, czy dane wykształcenie przydaje się wymienionym artystom w ich obecnym życiu. Ważna i zwykle pomijana pozostaje inna rzecz.

Czy "MC" musi być "mgr"?

Wielu raperów ma wyższe wykształcenie.

[kliknij na obrazek, by powiększyć]

Czy to istotny fragment ich biografii? Według mnie – na pewno. Uczelnie, a przede wszystkim uniwersytety, dają studentom wolność. Jeśli chcesz, możesz się uczyć, dowiadywać nowych rzeczy, a jeśli nie masz na to ochoty – możesz  zastosować zasadę czterech „Z”: zakuć, zdać, zapić, zapomnieć. Jeżeli fascynuje cię poznawanie siebie i opisywanie społeczeństwa, dzięki uczelni zapoznasz się z tytułami kilku interesujących książek i filmów oraz usłyszysz nazwiska wielu badaczy. To może pomóc!

Warto zauważyć, że raper to artysta. Artysta jest z kolei humanistą, a więc kimś, kto interesuje się ludźmi, życiem, społeczeństwem, kulturą itd. Każdy artysta potrzebuje nowych bodźców, a także wiedzy i doświadczenia. Uczelnia to miejsce, które może takich bodźców dostarczać. Nawet Paktofonika – jeden z pierwszych lepiej znanych składów hip-hopowych – zrzeszała ludzi spragnionych wiedzy. Kinematografia (ich debiut) to album, w którym możemy odnaleźć nawiązania do dzieł lub obrazów z zakresu psychologii, literatury i filmu. Również innych raperów bardzo często inspirują ich doświadczenia naukowe. Niech za przykład posłuży płyta Piha Dowód rzeczowy nr 1, gdzie słownictwo związane ze studiami prawniczymi wzbogaca teksty o nowe znaczenia.

Można powiedzieć, że to zestawienie raperów jest stronnicze, że wielu zdolnych artystów nie ukończyło wyższych uczelni i świetnie sobie radzi, pisze dobre, uderzające teksty. To prawda. Dla jednych (wśród nich są choćby Pezet czy Peja) kluczowe będą: doświadczenie osiedla, kultura ulicy/miasta, blokowisko itp., ale dla innych inspirujące okażą się: literatura, nauka, kultura i obserwacje społeczeństwa. Do tego rodzaju doświadczeń artystom potrzebna jest wiedza kulturowa, tak by mogli się oni skonfrontować z tradycją i historią. Tego rodzaju „kulturalne doświadczenie” można zdobyć w czasie studiów. Raperzy bardzo często piszą o naszej rzeczywistości, są wnikliwymi wyrazicielami nastrojów społecznych i pewnie za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat ich teksty będą doskonałym materiałem do badania przemian przełomu XX i XXI wieku. Można nawet stwierdzić  że (poza Kazikiem i Pidżamą Porno) to przede wszystkim raperzy potrafili opisać rzeczywistość początków kapitalizmu w Polsce. Ten etap naszej historii jest niezwykle ciekawy z perspektywy tych, którzy – kierowani psychologią tłumu, chęcią posiadania, naciskami rodziny czy własnymi pragnieniami – wybrali chęć zdobycia wyższego wykształcenia, chęć bycia częścią społeczności studentów, którzy znajdują się w sytuacji przejściowej między beztroskim dzieciństwem a odpowiedzialną dorosłością.

Mieć czy być?

Zastanawia mnie, czy hip-hop stał się dla raperów pracą, a jeśli tak – to od kiedy. Chęć pójścia na studia może być spowodowana różnymi czynnikami, jednym z nich są oczekiwania związane z przyszłą pracą. I tu warto zwrócić uwagę na daty urodzenia raperów. Poza Huczuhuczem (czyli przedstawicielem najmłodszego pokolenia) wszyscy przyszli na świat między 1976 a 1982 rokiem. Są to czasy przełomowe. Co znamienne, raperzy wchodzili w dorosłość w ostatniej dekadzie XX wieku. W Polsce popeerelowskiej, kapitalistycznej i trochę tandetnej, zaczęto obawiać się przyszłości. Pracę trzeba było zdobyć, bezrobocie rosło, a pieniędzy nie przybywało. Jedynym wyjściem wydawały się studia i uzyskanie tytułu magistra bądź inżyniera. Widać to doskonale w raportach Głównego Urzędu Statystycznego[1]. Między rokiem 1990 a 2000 liczba studentów wzrosła czterokrotnie – zanotowano w tym czasie aż 1,5 miliona osób studiujących. Często okazywało się, że studia, które miały być spełnieniem marzeń, okazywały się klapą, niepotrzebnym wydatkiem, ponieważ wciąż nie można było znaleźć pracy.

Mimo rosnącej liczby studentów są na uczelniach kierunki prestiżowe, na które trudno się dostać i na których równie trudno się utrzymać. Jeden z najbardziej renomowanych  to oczywiście prawo,  cieszące się zresztą dużym powodzeniem wśród raperów. Można się teraz zastanawiać, czy straciliśmy wielu wybitnych prawników, radców prawnych, a może konstytucjonalistów, twórców nowego prawa, na rzecz hip-hopu? Czy gdyby raperów-prawników więcej było, to nasze przepisy wyglądałyby inaczej? Być może zmieniłyby się jak Ewangelia, którą możemy czytać także w lekko odmienionej, hip-hopowej formie:  

„1. A kiedy Master dostał cynk, że faryzeusze skapnęli się, że ma coraz więcej uczniów i chrzci więcej niż Jan, 2. chociaż w sumie to nie Jezus zanurzał w wodzie, tylko jego ekipa, 3. wyszedł z Judei i wrócił do Galilei. 4. Musiał przebić się przez Samarię. 5. Kiedy dotarł do samarytańskiej wioski (Sychar) blisko działki, którą Jakub odpalił swojemu synowi Józkowi, 6. była tam studnia Jakuba, więc Jezus zmachany podróżą, glebnął se przy niej. To było koło południa. 7. A tu wbija się samarytańska laska, żeby nabrać wody. Jezus zagaił do niej: Dasz mi się napić? 8. Bo jego ekipa poszła do miasta, żeby kupić żarcie. 9. Wtedy ta panna powiedziała mu: Pogięło cię? Jesteś Żydem i prosisz mnie, Samarytankę, o wodę? (bo Żydzi nie zadają się z Samarytanami). 10. Jezus na to: Gdybyś wiedziała, co Bóg chce ci dać i znała gościa, który cię prosi o wodę, to ty byś go prosiła, żeby ci dał żywej wody. 11. Mówi mu: Człowieku, nie masz nawet wiaderka, a ta studnia jest nieźle głęboka skąd masz żywą wodę? 12. Może jesteś lepszy od naszego pradziada Jakuba, który nam odpalił tę studnię w spadku i sam z niej pił, i jego synowie, i nawet jego bydło? 13. Jezus na to: Każdego, kto pije tę wodę, znowu będzie suszyć. 14. Ale jak ktoś napije się wody, którą ja mu zapodam, tego już nie będzie nigdy suszyło, tylko ta woda będzie w nim pompować życie aż do wieczności.(…)” (Dobra Czytanka wg Św. Zioma Janka:)

Zastanawiam się, czy raperzy nie odczuwali niespełnienia związanego z brakiem kontynuowania pracy w, nazwijmy to, branży prawniczej. Jeden z nich – Łona – pozostał w zawodzie: „A po cóż prawnikowi rap? Ani jedno, ani drugie nie powinno być sensem życia, raczej jego barwnym elementem. Człowiek nie wstaje rano po to, żeby rapować albo żeby iść do pracy[2].” Chwilę wcześniej przyznaje jednak: „W biurze nie rapuję, na koncertach nie zajmuję się prawem. Świetnie się czuję w obu światach. Oszalałbym, gdybym zadawał się tylko z prawnikami albo hulał wyłącznie z raperami.” [3] Łona postanowił skorzystać z dwóch możliwości, jednak jego koledzy po fachu wybrali hip-hop. Idąc tym tropem: ciekawe, ilu potencjalnych raperów siedzi teraz na salach rozpraw lub w kancelariach.

   
PS To posłuchajmy kawałka:






Piotr Wróblewski (ur. 1992 r.) – student. Organizator PIF PAF Music Festival. Zwolennik polskiej muzyki. Chciałby zainteresować ludzi muzyką, koncertami i zespołami, których nie usłyszą w popularnych mediach.