Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Piotr Wróblewski | 17 lutego 2014 muzyka obywatelska

muzyczna fantazja

Fantazja kojarzy mi się z kreatywnością, a może nawet bardziej z wyobraźnią. Titus z Acid Drinkers, oceniając nasze społeczeństwo, powiedział, że u ludzi nie toleruje jednego – braku wyobraźni. Idąc tym tropem, poszukam wyobraźni, kreatywności i fantazji wśród rodzimych muzyków. Aby pokazać samemu sobie bariery, których nie można przekroczyć, za przeciwieństwo fantazji przyjmę tandetę, schematyczność oraz solidność.

Znajdujemy się zatem w świecie muzyki dziwnej, niejasnej, czasem również denerwującej, może wkurzającej, choć z pewnością nieszablonowej. Te meandry dźwięków są ważne, ponieważ kreatywność i wyobraźnia powodują, że powstaje coś, co inspiruje, co jest jedyne w swoim rodzaju. Oryginalność jest w cenie. Czy można jednak być unikatowym przez cały czas? Nadgorliwym polecam stronę www.whosampled.com, tam można sprawdzić każdego, tylko czy to zawsze ma sens? Zostawmy ten temat, wróćmy do muzyki. Włączamy radio; piosenki są solidne, lecz nie kreatywne, nie obrazoburcze. Potrafią nas wprowadzić w dobry nastrój, gdy wracamy samochodem z pracy – i to wszystko. To nie wystarcza.

Przełamać schemat

Na pierwszy ogień – Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Pewnie pomyśleliście, że żartuję. Sądzicie, że kreatywność i grupa Mazowsze to przeciwieństwa? Niekoniecznie. Wszystko za sprawą chłopaka z Bielska-Białej. Jego flirt z ludowym zespołem zaowocował niesamowitym połączeniem tradycji i nowoczesności, folku i elektroniki. O kim mowa? O Mateuszu „Gooralu” Górnym, czyli o chłopaku, który od początku swojej przygody z muzyką „kombinował”. Od projektu „Ethno Electro” po współpracę z zespołem Mazowsze Mateusz eksperymentował z folkiem, dubstepem, techno, elektro, jazzem i muzyką klasyczną. Patrząc na ten przekrój inspiracji, można powiedzieć, że wyobraźnia muzyczna Goorala jest niemalże nieograniczona.

„Gooral & Mazowsze” to projekt specjalny, stworzony z myślą o Przystanku Woodstock 2012. Wydaje się, że ta z pozoru dziwna mieszanka okazała się naprawdę wybuchowa. Kluczową rolę odgrywa tutaj reakcja widowni: zabawa zarówno na scenie, jak i pod sceną była niesamowita. Fani muzyki zdecydowanie odległej od brzmieniowych klimatów zespołu Mazowsze pokochali woodstockowe wykonanie do tego stopnia, że podczas ubiegłorocznego Przystanku odbył się kolejny koncert. Po występie Jurek Owsiak powiedział: „Kto zajmuje się muzyką w tym kraju i dziś go tu nie ma, ten jest podwójna dupa z uszami”.

Dla folkowej grupy współpraca z didżejem mogła stać się okazją do odświeżenia wizerunku, gdy jednak patrzę na rozbujane panie w góralskich strojach, uśmiechniętych tancerzy i wspólną zabawę, która wyzwala niesamowite pokłady energii, to śmiem twierdzić, że ludowy zespół odpłynął w krainę wykreowaną przez Goorala. Zresztą, zobaczcie sami.

Zielona propaganda

Skoro była mowa o folku, to teraz czas na funk. W moim zestawieniu nieszablonowej polskiej muzyki nie może zabraknąć zespołu Łąki Łan. Sama nazwa grupy, a także pseudonimy muzyków (Poń Kolny, Zając Cokictokloc, Paprodziad, Bonk, MegaMotyl, Jeżus Marian) wydają się dziwne, może nawet trochę infantylne. Mimo tego, a może właśnie dzięki temu Łąki Łan wdarł się na rodzimą scenę koncertową i utrzymuje się na niej bardzo pewnie. Niewątpliwie jest to zasługa niepowtarzalnego stylu i wyglądu, koncertów utrzymanych w nietuzinkowej konwencji oraz autorskich, specyficznych tekstów.

W „zielonej propagandzie” wbrew pozorom nie należy upatrywać kolejnej odsłony popularnej koncepcji „sadzić, palić, zalegalizować”  bowiem projekt dotyczący swoiście ujmowanego środowiska. Członkowie grupy Łąki Łan popularyzują zdrowy tryb życia. Poruszają tematy związane z naturą, łąką, zielenią, przestrzenią wolną od zgiełku, często bawiąc się przy tym słowem. W szczególności pierwsza i druga płyta zespołu ujawniały muzykę nieznaną do tej pory w Polsce, połączoną z niezwykłym tekstem nawiązującym do nazwy i przewodniego motywu, czyli łąki.

Krów groove Cię Ośle pośle w zarośle, sielskie zielsko rwie cielsko wzniośle.

Ślimokopa oblukaj gałą, Fikofunk grają zgrają całą.
Głowisz się, nie wiesz którędy, tędy owędy, szwędo-zapędy.
W szuwara ruszaj, gnaj w tatarak, patatataj dawaj patat atak[1].

W tej zabawie możemy jednak znaleźć coś poważniejszego. Rozwój zespołu Łąki Łan w ciągu kilku ostatnich lat spowodował między innymi to, że sami jego muzycy stali się wegetarianami. Oprócz tego dla twórców szczególnie istotna okazała się różnorodnie rozumiana symbioza między człowiekiem a naturą. W jednym z utworów z nowej, trzeciej płyty, muzycy odwołują się do myśli znanego, acz kontrowersyjnego ekologa – Jamesa Lovelocka.

Anko! Hanko! Janku! Józku! Gnamy na tym samym wózku.

Podążamy w jedną stronę. Naczynia połączone.
Właśnie w tym sedno. Ty i ja to jedno.
My, Wy, Oni, One, naczynia połączone.
Jedno ciało, jeden cel, jeden bezcenny biznes.
Miłością, nie zawiścią, empatią, nie egoizmem.
Czas pod kopułę wbić, czerep, łeb, głowiznę!
Wszyscy jesteśmy jednym organizmem[2]!

Piosenka, podobnie jak cały krążek, pokazuje nieco bardziej poważną stronę zespołu. Mniej tu już eksperymentów ze śmiesznym tekstem i z dziwnymi skojarzeniami, a więcej poszukiwań dźwiękowych. Po słowie przyszedł czas na muzykę, która zdecydowanie wyróżnia Łąki Łan nie tylko na krajowym podwórku. Armanda, czyli trzecia płyta zespołu, zaczyna się od utworu Łan Pała, który stanowi świetne przejście od klimatu starego, roztańczonego, zwariowanego i zabawnego do nowego, dużo bardziej profesjonalnego, lecz specyficznego i nietracącego nic z dotychczasowej energii. Wyobraźnia artystów zaowocowała romansem ich kompozycji z innymi gatunkami muzycznymi, dlatego oprócz funku na płycie możemy dostrzec inspiracje elektroniką, popem, rockiem, a nawet odrobinę hip-hopem.

Dancing z tamtych lat

Trzecia i ostatnia ekipa w tym skromnym zestawieniu ma niezwykle skomplikowaną historię. Można powiedzieć, że jest zespołem „past perfect”, czyli takim, którego muzyka wywodzi się z czasów poprzedzających jego historyczne, czyli zaprzeszłe, powstanie. Brzmi dziwnie, ale takie zestawienie dobrze określa Super Girl & Romantic Boys – grupę wymykającą się klasyfikacjom, która swoją debiutancką płytę wydała w 2013 roku. Jej początki sięgają jednak roku 1998, a więc czasów minionych. Lata 90. XX wieku i początek wieku XXI tworzą pewien skończony rozdział dla Super Girl & Romantic Boys. W 2003 roku wytwórnia nie zgodziła się na wydanie debiutanckiej płyty zespołu, a potem ze względu na kłótnie i procesy z wydawcami muzycy zakończyli wspólną działalność. Wróćmy jednak do teraźniejszości. W 2013 roku świetne dziewczyny i romantyczni chłopcy w zmienionym składzie wrócili na scenę. Debiutancki krążek ukazał się wprawdzie z dziesięcioletnim poślizgiem, jednak dzięki temu możemy dziś posłuchać bardzo ciekawej muzyki.

Punki grające disco, jak nazwano zespół, wracają w momencie, gdy i punk, i disco (nie licząc disco polo) się wyczerpały. Lata 80. są już odległą historią, a punkowy bunt istnieje tylko w słuchawkach najbardziej zagorzałych fanów gatunku. Wydawać by się mogło, że to najgorszy czas dla tego rodzaju wykonawców, jednak okazuje się, że jest odwrotnie. Super Girl & Romantic Boys zdobywają na fali alternatywy coraz większą popularność. Koncerty, na których można tańczyć w „starym” stylu, przyciągają rzesze ludzi spragnionych kultury nowej, innej od mainstreamu. Super Girl & Romantic Boys nie tylko wypełnili niszę. Oni po prostu grają przez cały czas – nie dla pieniędzy, nie dla sławy, lecz dla zabawy, dla satysfakcji i dla ludzi, którzy potrzebują disco-punku.

Wszystkich wyżej wymienionych wykonawców łączy kreatywność. W dobie wszechobecnej tandety, w czasach, gdy Pitbull nie wyprodukował ani jednej oryginalnej piosenki, ważne są zespoły, które tworzą autorskie i nieszablonowe utwory. „Gooral & Mazowsze” to projekt, który wciąż trwa i już inspiruje, choćby Południce vs. Liquid Molly. Łąki Łan stworzył pewną modę i przyczynia się do tego, że polskie koncerty stają się coraz barwniejsze, a muzycy wymyślają sobie kreacje sceniczne. Popularność grupy Super Girl & Romantic Boys poskutkowała z kolei tym, że coraz więcej koncertów klubowych kończy się imprezą taneczną w stylu romantycznych. To rozległe horyzonty, fantazja i wyobraźnia muzyków spowodowały utworzenie się tak interesujących zespołów.

Opisałem tylko kilka przykładów polskiej, nieszablonowej muzyki, która inspiruje do działania. Cały nasz rynek muzyczny kryje wiele ciekawych i często nieodkrytych kapel. Czekam zatem na Wasze pozytywnie zakręcone typy w komentarzach do artykułu!


[1] Łąki Łan, Big Baton, płyta ŁąkiŁanda.
[2] Łąki Łan, Lovelock, płyta Armanda.


Piotr Wróblewski (ur. 1992 r.) – student. Organizator PIF PAF Music Festival. Zwolennik polskiej muzyki. Chciałby zainteresować ludzi muzyką, koncertami i zespołami, których nie usłyszą w popularnych mediach.
muzyka.onet.pl