Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Gabriel Golla | 05 września 2013 odmalować siebie

polacy nie gęsi, swoich superbohaterów mają

Komiksy w Polsce nie mają się zbyt dobrze. Minęły już lata, kiedy wydawano je u nas na potęgę. Jeszcze za czasów komunizmu twórcy obrazkowych historii mogli utrzymywać się dzięki ich sprzedaży, a najlepsi artyści dostawali możliwość wyjazdu na studia za granicę (tak było w przypadku Grzegorza Rosińskiego). Teraz sytuacja wygląda zgoła inaczej i właśnie dlatego mój pierwszy tekst na Kulturnatywnie.pl dotyczy polskiego komiksu. Komiksu, który udowadnia, że – pomimo małego rynku i niezbyt dobrej kondycji komiksu jako medium – nadal są ludzie tworzący dobre historie obrazkowe, a nawet starający się osiągnąć poziom najlepszych zagranicznych wydawnictw.

Polska to bynajmniej nie kraj idealnej sprawiedliwości i braku przestępczości, ale kto mógłby się spodziewać, że przyda się jej własny superbohater? Z pewnością daleko nam do mrocznego Gotham City czy nowoczesnego Metropolis, ale mocarza mamy, i to swojskiego! Polacy nie gęsi, swoich superbohaterów mają, a wszystko za sprawą komiksu Biały Orzeł. Trzeba przyznać, że jego twórcy stanęli przed bardzo trudnym zadaniem, ponieważ Polacy od dawna wychowują się na amerykańskich komiksach i o herosach wiedzą całkiem sporo. Pomimo tego Biały Orzeł okazał się całkiem przyzwoitą pozycją, a tego się nie spodziewałem. Czytelnicy dostali do rąk brawurowy komiks, nawiązujący do najbardziej znanych ponadprzeciętnych bohaterów, ale równocześnie polany sosem polskości. Warto go przeczytać.

Adam i Maciej Kmiołkowie przedstawiają nam historię Aleksa Poniatowskiego. Młody, przystojny, inteligentny i bogaty (jakżeby inaczej) 31-letni mężczyzna osiągnął już niemal wszystko. Był prezesem największej polskiej korporacji TechCorp, miał piękną i kochającą żonę… Los jednak miał wobec niego zupełnie inne plany – Aleks w niewyjaśnionych okolicznościach wypadł z okna biurowca. Wprawdzie jakimś cudem przeżył wypadek, zapadł jednak w śpiączkę na trzy lata. Wszyscy o nim zapomnieli i spisali go na straty – jedynie jego ojciec nie stracił nadziei na to, że syn wyzdrowieje. Wiara została nagrodzona, bo Aleks w końcu odzyskał świadomość, ale obudził się jako człowiek sparaliżowany i totalnie zagubiony. Zupełnie utracił również pamięć o wydarzeniach tego feralnego dnia, który tak mocno wpłynął na jego dalsze życie. Załamany ojciec Aleksa postawił więc wszystko na jedną kartę i postanowił wypróbować na synu eksperymentalną surowicę...

W taki właśnie sposób narodził się Biały Orzeł. Wcześniej jedynym rodzimym herosem był Wilq – gburowaty obrońca wszechświata z Opola, który ostatnio zaczął promować Hoop Colę.

Komiks autorstwa braci Minkiewiczów, celowo niedbały pod względem rysunku, od prawie dekady wyśmiewa nadludzkich bohaterów i pokazuje Polskę w krzywym zwierciadle. W Białym Orle wygląda to zupełnie inaczej, bardziej amerykańsko i, niestety, sztucznie. Protagonista nosi biało-czerwony kostium podkreślający jego nienaganną muskulaturę, a przy tym nasz bohater szlachetnością charakteru niemal dorównuje Skrzetuskiemu. Większość złych postaci jest zła, dlatego że jest zła, ale to zrozumiałe w tej konwencji. Nawet kreska albumu i fabuła nawiązują do produktów amerykańskich wydawnictw (Marvel, DC Comics).

Zabawne, że w tym podobieństwie kryją się całkiem spore szanse na sukces komiksu o Białym Orle. Polski czytelnik, zmęczony czytaniem po raz setny o przygodach Spider-Mana czy Batmana, może poczuć trochę dumy z obcowania z historią obrazkową, w której pierwsze skrzypce gra polski superbohater. Co z tego, że jego osobowość to skrzyżowanie Tony'ego Starka (Ironmana) z Kapitanem Ameryką? Ważne, że jest nasz, swojski, nawet jeśli wspomniana swojskość ogranicza się do znajomo brzmiącego imienia i nazwiska. Tym bardziej szkoda, że w komiksie o Białym Orle odbiorca nie znajdzie zbyt wielu odniesień do współczesnej sytuacji naszego kraju, chociaż z drugiej strony można uznać to za dość zrozumiałe posunięcie. Gdyby fabuła miała toczyć się w rzeczywistej Polsce, to Biały Orzeł byłby zapewne bezrobotnym absolwentem uniwersytetu lub bezdomnym...

Na szczęście wykorzystanie schematu amerykańskiego superbohatera – schematu oklepanego chyba już do granic przyzwoitości i możliwości – zostało zrekompensowane przez całkiem ciekawy scenariusz komiksu. Co i kogo autorzy przygotowali dla czytelników? Na przykład Księcia Kanałów Nura, który za pomocą czarnej magii przejmuje kontrolę nad bezdomnymi i zamienia ich w kanibali. Pojawia się również Wyklęty Rycerz Polski, podróżnik w czasie i przestrzeni, pomagający wielkim Polakom. W historii Białego Orła znalazło się także miejsce na postać żywcem wyjętą z amerykańskich komiksów, a jest nią superżołnierz – uciekinier, którego dręczą resztki wspomnień o dawnym życiu. Muszę przyznać, że mimo wykorzystywania głównie znanych archetypów postaci autorom udało się mnie parę razy zaskoczyć.

Kilka słów należy się oprawie graficznej komiksu, bo przecież to ona tak naprawdę odgrywa największą rolę w każdym dziele obrazkowym. Rysunki są bardzo dobre, ale nie wybitne. Widać wzorowanie się na amerykańskich komiksach i na wyglądzie superbohaterów z USA, o czym też już wcześniej wspominałem. Silna muskulatura, kwadratowa szczęka – ot, wygląd typowego Polaka… Dobrze, żarty na bok. Dla jednych czytelników może to stanowić wadę Białego Orła, a dla innych – zaletę. Mnie oprawa graficzna wydaje się zbyt rzemieślnicza, przez co podczas czytania nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że mam przed sobą próbę adaptacji komiksu amerykańskiego. Może przydałoby się bardziej odważne podejście do oprawy wizualnej? Niewykluczone, że autorzy zastanawiali się nad tym, ale żeby pozostać wiernym duchowi komiksów, na których się wzorowali, woleli nie eksperymentować.

Biały Orzeł ma spory potencjał, przede wszystkim ze względu na swoją fabułę. Historii nie nakierowano tylko na cechy i zdolności głównego bohatera, skupiono się także na pogłębieniu obrazu relacji herosa z postaciami drugo-, a nawet trzecioplanowymi. Społeczno-polityczne tło wydarzeń zbudowano w interesujący sposób, dzięki czemu czytanie Białego Orła jest przyjemne pomimo licznych nawiązań do znanych zagranicznych publikacji. Nie mogę też nie wspomnieć o łatwości, z którą kolejne historie połączono z niedokończonymi wątkami. Maciej i Adam Kmiołkowie stworzyli sobie w ten sposób możliwości do rozbudowywania uniwersum w dowolnych kierunkach. Jestem przekonany, że mają już sporo pomysłów na rozwinięcie historii swojego superbohatera i że niekoniecznie są to schematy znane z komiksu amerykańskiego.

Paradoksalnie nawet w tak dużej wadzie, za którą uznać można korzystanie z zagranicznych odpowiedników, da się odnaleźć jakąś zaletę.  Dzięki tym inspiracjom Biały Orzeł staje się dynamicznym i przystępnym komiksem. Przemknąłem przez jego fabułę z przyjemnością, chociaż jestem fanem obrazkowych historii i w związku z tym wielokrotnie miałem uczuciu déjà vu. Za to Polska i sama polskość jako tło przygód Białego Orła stanowią chyba największą zaletę komiksu. Autorzy wchodzą na mesjanistyczno-patriotyczne rejony, nie boją się wnikać w historię naszego kraju, mimo że to niebezpieczna droga.

Czytać Białego Orła czy nie czytać? Moim zdaniem odpowiedź może być tylko jedna: czytać! Jeżeli nie wiecie jeszcze dlaczego, to zapraszam do ponownej lektury pierwszego akapitu tego artykułu. Biały Orzeł nie jest komiksem wolnym od wad, ale równocześnie daje coś, czego jeszcze nie doświadczyliśmy w naszym kraju: poważną historię dotyczącą herosa, którego można by postawić w jednym szeregu obok takich ikon popkultury, jak Kapitan Ameryka, Batman czy Spider-Man. Wykorzystywanie dobrze znanych schematów jest w tym przypadku zarówno zaletą, jak i wadą. Osobiście wolałbym skupienie się na większej liczbie autorskich pomysłów, ale z drugiej strony mogłoby to zaszkodzić konwencji, na której przecież opiera się historia Białego Orła. Z pełną szczerością mogę więc zapewnić, że będę śledził dalsze losy Aleksa Poniatowskiego i zachęcam Was do tego samego. Mamy wreszcie swojego, rodzimego, polskiego superbohatera!


Gabriel Golla (ur. 1990) – student dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Łódzkim. Namiętny bloger, który zarówno pisze na własnym blogu, jak i współpracuje z innymi portalami. Interesuje się zbyt wieloma rzeczami naraz, przez co ma wrażenie, że ciągle coś go omija. Dzieciństwo spędzone na czytaniu komiksów, oglądaniu anime i układaniu klocków lego uczyniło z niego tego, kim jest teraz – pasjonata kultury wizualnej i sztuki. Niestety, rysowanie i malowanie wychodzi mu marnie, więc pisze ile tylko starcza mu sił. Do grona jego ulubionych twórców należą: Hieronim Bosch, Maurits Cornelis Escher, Wojciech Fangor i Takashi Murakami.
http://koziol.info.pl/wp-content/uploads/2013/03/Bia%C5%82y-Orze%C5%82-panel-2.jpg; http://koziol.info.pl/wp-content/uploads/2012/04/Bia%C5%82y-Orze%C5%82-kadr-1.jpg; http://1.bp.blogspot.com/-J9OE6Ef7slY/UV1mUPvjrII/AAAAAAAAJdw/P6NReBoTMVA/s1600/orze%25C5%2582.png