Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Piotr Majchrzak | 20 marca 2013 meandry kultury

a może tak w teatrze przy piwku?

Być może tytuł tego tekstu jest prowokujący, być może dla niektórych zbyt postpostmodernistyczny. Dla mnie, teatralnego widza, raczej regularnie uczęszczającego na teatralne sceny i zasiadającego wśród jakże różnorodnej widowni, bardzo ciekawy i godny przemyślenia, a także pobudzający do refleksji. Cóż więc zachęciło mnie do takich oto rozważań oprócz – rzecz jasna – piwka i teatru w ogóle? Wizyta na spektaklu W kręgu namiętności – Tango Piazzola na Scenie Letniej Teatru Miejskiego w Gdyni.

Rzecz miała miejsce na uroczej orłowskiej plaży. Wieczór. Ładna pogoda. Powoli zachodzące słońce. Przyjemnie i regularnie rozbijające się o brzeg morskie fale. Sama zaś widownia przed wejściem na malowniczo usytuowaną nadmorską scenę czekała w kawiarnianym gaworzeniu. Muszę przyznać, że aż miło się niecierpliwić w takiej artystycznej atmosferze – tu Aktor przejdzie, tam Aktorka, Dyrektor czy Dramaturg. Miło, po prostu miło.

Weszliśmy na spektakl powoli, acz nie bez sprzeczek, bo – jak zazwyczaj rzeczą starsi widzowie – „ta nieszczęsna młodzież musi się wszędzie pchać, a JA stałam pierwsza” (tym razem pewna nienawistna staruszka uroczo przyznała to tak głośno, aby wszyscy mogli chrząknąć z podziwu). W każdym razie zasiedliśmy na ławeczkach i dalej to urokliwe kawiarniane gaworzenie. Aktorzy wchodzą na scenę i … też gaworzą (przy butelce wódki, tzn. grają z nią, że piją). I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że widownia nie zaprzestaje swojego gaworzenia. Oni gaworzą – my również. Gaworzą – gaworzymy. Nagle wchodzi Widz i wszystko dzieje się tak, jak gdyby Aktor wszedł, z piwkiem w dłoni. Przerwałem gaworzenie. Patrzę. Ślinka. Cieknie. Mnie. On siada. Pewnie popija. Cieknie dalej. Mnie. Spektakl się zaczyna (nie, nie przerwaliśmy gaworzenia – to nam przerwała aktorka, przez małe „a”; troszeczkę żenujący był to początek).

Gaworzenie ustało. Spektakl  trwa. W kręgu namiętności mogłoby równie dobrze być tytułem brazylijskiej telenoweli. I właściwie wiele się tutaj nie pomyliliśmy. Rzeczywiście dramat rozpisany przez dr Annę Burzyńską jak gdyby na cześć wielkiego kompozytora Astora Piazzoli jest piękną historią. Wciąga. Wszyscy się kochają, mniej lub bardziej szczęśliwie. „Kocham”, „Nie kocham”, „Nienawidzę”, „Zostawiam”, „Odejdź i nie wracaj”, „Pożądam” – powtarza się z tkliwo-serialową częstotliwością. Przyznam szczerze – urzekło mnie to. Zacząłem się wczuwać w problemy bohaterów… Brakowało jednego – piwka. Jakoś tak byłoby miło popatrzeć na te problemy z tym piwkiem w dłoni. W moich myślach zaczął krążyć Widz, ten Widz. Bo niby dlaczego miałbym nie wypić piwka w teatrze?

Sztuka lekka, aktorzy rozbawieni, plaża, morze. Nie mówię, żeby pić trzy, cztery piwka – co to, to nie! Ja proszę tylko o jedno, nawet małe (niech i będzie 0,3). Czy byłby to brak szacunku dla aktorów? Nie wiem – jak chcą, niech też piją, byleby nie przeszkadzało im to w grze. Teraz mamy teatr coraz mniej „udawany”, taki postpostmodernistyczny, taki ąrtystyczny. Dzięki rzeczonemu piwku (lub rzeczonym piwkom) wpisalibyśmy się w nurt – chcą grać ekshibicjonistycznie, wymiotują mięsem mielonym czy strumieniami wypluwają świeżo przeżute ziemniaki, to niech piją na scenie tę wódkę, niech i też nią rzygają! A może ten teatr byłby i prawdziwszy? Wyobraźmy sobie, że oprócz zapachu papierosów unosiłby się aromat wódki czy wina! Byłoby jeszcze prawdziwiej. A wręcz wydaje się, że dla wielu reżyserów to główny cel ich wariacji teatralnych! Ależ niech mają! Niech mają teatr, jaki chcą!

A ja, widz przez małe „w”, chciałbym po prostu piwka. Bo przecież to nic nie znaczy dla kultury – takie piwko, a pomogłoby w odbiorze. Bo muszę Państwu szepnąć też to, że spektakl się rozwijał – jako widzowie weszliśmy w tę grę na pograniczu groteski, kiczu i tkliwo-serialowych emocji do tego stopnia, że prawdopodobnie Ten z piwkiem zaczął robić tło jak w amerykańskich sitcomach, komentując swoimi westchnieniami i nieartykułowanymi słowami obraz sceniczny. Proszę Państwa – pasowało to, jak ulał pasowało, a aktorów, którzy pięknie śpiewali i uroczo grali, dobrze czując się w konwencji, podkręcało to TO do lepszej gry. Interakcja świetna – ilu reżyserów „postpost” dałoby się pokroić za taki efekt sceniczny? A tu taka błaha sprawka – ot, piwko małe spowodowało to TO. I tak, nie spodziewając się wiele po gdyńskim teatrze i letniej, kawiarnianej atmosferze (bo trzeba pamiętać, że przy takim kawiarnianym gaworzeniu wiele się zdziałać nie da), uświadomiłem sobie, że warto do teatru wchodzić z piwkiem. I chciałbym Panu Reżyserowi pogratulować spektaklu – bawiłem się przednio. Z pewnością nie był to spektakl z nurtu „postpost” – na szczęście.

A z innej beczki – może piwko w trakcie spektaklu to dobry pomysł na podreperowanie budżetu nadwątlonego przez „niekulturalne” Państwo? W końcu któż (może oprócz tych starszych uroczych, nienawistnych) nie chciałby sobie tak piwka podpić podczas spektaklu? Czy piłkarze się obrażają, gdy kibice dopingują z piwkiem w ręku? Czy zespoły rockowe nie wychodzą na scenę, gdy fani pijani? A czy ludzie teatru piwka wypić nie mogą – czy są gorsi lub mniej kulturalni od tych, którym się na to pozwala na ich imprezie? Eeee, chyba nie – to  może tak w teatrze przy piwku, co?

Tak już poważniej – może piwko w teatrze byłoby lekiem na teatr „postpost”?  Bo i tak nie do końca wiadomo, po co się go tworzy: nie jest ciekawy formalnie, tematy się powiela (bo ileż można opowiadać o naszej seksualności, a właściwie o jej wynaturzeniach). Po prostu ciężko się go ogląda (czy naprawdę dyskurs akademicki i nagminne cytowanie naukowców są lepsze od dobrze skrojonych dramatów?). Wrażenie pozostaje takie, że właściwie odczuwa się przez te co najmniej 3 godziny i więcej (kto da dłuższy spektakl, jest lepszy – takie tam zawody reżyserów „postpost”) swoisty bezsens istnienia (czytaj: bezsens pieniędzy wydanych na spektakl). A gdyby tak w teatrze przy piwku, to może łatwiej by nam było?



Spektakl, który zainspirował do wyn(at)urzeń:

Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni
W kręgu namiętności – Tango Piazzola Anna Burzyńska

Reżyseria: Józef Opalski
Muzyka: Astor Piazzolla

Scenografia: Ryszard Melliwa

Kostiumy: Zofia de Ines

Choreografia: Anna Iberszer

Opracowanie muzyczne: Grzegorz Frankowski

Przygotowanie wokalne: Barbara Czarkowska

Asystent reżysera: Mariusz Żarnecki


Obsada:
Marysia/ Maria - Marta Kadłub

Marysia/ Maria - Agnieszka Rose (Gościnnie)

Marek/ Marco - Maciej Wizner

Margarita - Dorota Lulka

Lucia - Agata Moszumańska

Nina - Olga Barbara Długońska

Dolores - Monika Babicka

Manuela Frenetico - Elżbieta Mrozińska

Jorge - Rafał Kowal

Carlos  - Grzegorz Wolf

Esteban - Szymon Sędrowski

Pedro - Bogdan Smagacki

Tangueros - Beata Buczek–Żarnecka, Małgorzata Talarczyk, Leon Krzycki,
Andrzej Redosz, Maciej Sykała, Mariusz Żarnecki


Data premiery: 6 lipca 2012


Piotr Majchrzak (ur. 1991) – student kulturoznawstwa – wiedzy o kulturze oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Człowiek teatru. Inspiruje się Tadeuszem Kantorem, Brunonem Schulzem, Fiodorem Dostojewskim, jednostajnym (na jedno kopyto) polskim teatrem, a czasem nawet i życiem (tak przy okazji). Ośmiela się mówić o sobie “twórca przepełniony alternatywną – być może kulturnatywną – wizją kultury”. Marzy o tym, żeby kiedyś napisać arcyważny i powszechnie poważany manifest.
Źródło ilustracji: http://galeria.trojmiasto.pl/W-kregu-namietnosci-Tango-Piazzolla-357032.html?id_spektakle=1608&pozycja=6#foto