Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Barbara Górzyńska-Mulicka | 30 stycznia 2014 teatr w kuchni

a może to było tak... początek drogi

Wszystko, co zdarza się w naszym życiu, jest efektem myśli – za ich pomocą kreujemy rzeczywistość. Myślimy zawsze i wszędzie oraz o wszystkim. Nie będę chyba wyjątkiem, jeśli przyznam się do tego, że wielokrotnie uciekam do świata fantazji i marzeń. Właśnie po to tu jestem – chcę zrealizować pewne swoje marzenie…

Pierwsze dni nowego roku sprzyjają tworzeniu podsumowań i snuciu planów na przyszłość. Co istotne, czynności te wykonujemy dokładnie w tej kolejności – najpierw, czy to jadąc autobusem, czy też pijąc herbatę w zaciszu swojego pokoju, dokonujemy analizy oraz bilansu zysków i strat, aby w wyniku tego procesu powziąć postanowienie poprawy bądź wyznaczyć kolejne cele. Z okazji 2014 roku także i ja to zrobiłam. Zastanowiłam się nad swoim życiem rodzinnym, towarzyskim, nad studiami i pracą. Na pierwszy rzut oka moja analiza wypadła nader pozytywnie; powinnam czuć się bardzo zadowolona. Oczywiście, w niektórych aspektach potrafiłabym wypaść lepiej, ale równie dobrze da się te drobne niedostatki wytłumaczyć nadwyżkami w innych sferach aktywności. Niestety, ta myśl nie wyciszyła mojego niepokoju. Nie mogłam z czystym sumieniem powiedzieć, że wszystko toczy się idealnie. Wypisałam zatem momenty, w których byłam z siebie stanowczo niezadowolona, a potem przekułam je w listę postanowień noworocznych.

Świetnie, ale nadal nie mogłam spokojnie stwierdzić, że wykonałam swoje zadanie w pełni. Jakaś myśl nie dawała mi spokoju... Postanowiłam zajrzeć głęboko wewnątrz siebie i określić, jakie uczucie mnie trapi. To był strzał w dziesiątkę – rozpoznałam u siebie niespełnienie.

Brzmi to zapewne tak, jakbym zdiagnozowała jakąś poważną chorobę. I coś w tym jest. Wydaje mi się, że niespełnienie można nazwać jedną z największych bolączek ludzkości. Wynika ono ze stosunkowo prostego i oczywistego procesu – każdy z nas marzy. Jedni o wielkiej karierze aktorskiej lub muzycznej, inni o pięknym samochodzie. Są też tacy, którzy marzą o rzeczach przyziemnych i najprostszych, takich jak nowe buty czy spodnie, bo los ich tak doświadczył… Ja mam to szczęście, że mogę mieć szalone pragnienia i każdy, kto jest w podobnej sytuacji, powinien się z tego cieszyć i odczuwać za to wdzięczność, naprawdę! Ale tak jak marzenia są rzeczą piękną, tak ich niezrealizowanie budzi w nas paletę negatywnych uczuć. Zaczyna się od niespełnienia, które na dłuższą metę wywołuje frustrację i niezadowolenie. Stajemy się wtedy zgorzkniali, zamykamy umysły na nowe rozwiązania. W tym punkcie powiedziałam sobie „stop!” i tak właśnie powstało moje pierwsze, najważniejsze postanowienie na nowy rok – uczucie niespełnienia przekuję w siłę i energię do działania, do realizowania marzeń, które tkwią we mnie i działają jak szpileczki. Niech te szpileczki staną się inspiracją, motywacją do pracy oraz do nieustannego podążania w kierunku celu. W przypływie pozytywnej energii stworzyłam jeszcze jedną listę – taką, która przedstawia moje marzenia na osi czasu, podzieliłam je bowiem na te, które mogę realizować już teraz, oraz na te, do których wprawdzie jeszcze daleka droga, ale żeby kiedykolwiek do nich dojść, starania muszę podjąć już teraz. Za pośrednictwem portalu Kulturnatywnie.pl chciałabym zabrać Was, Drodzy Czytelnicy, w podróż ku realizacji jednego z najskrytszych pragnień.

Dwie rzeczy w moim życiu sprawiają mi największą przyjemność – gotowanie i obcowanie z teatrem. Wszystko, co związane jest z tymi dwiema dziedzinami, szczerze mnie fascynuje, przynosi mi radość. Podczas wędrówek po stronicach przepisów, wywiadów z kucharzami i restauratorami, a także z aktorami, podczas lektury dramatów, oglądania spektakli i smakowania coraz to nowych dań doszłam do zaskakującego wniosku: te dziedziny – z pozoru bardzo odległe w stosunku do siebie – wcale nie są tak krańcowo położone na mapie ludzkiej twórczości. Pierwszym i podstawowym na to dowodem może stać się fakt, że zarówno w odniesieniu do pierwszej z nich, jak i do drugiej używamy określenia „sztuka”. Im dalej się w to zagłębić, tym jest ciekawiej, a sieć podobieństw się zacieśnia.

Właśnie z tych myśli narodził się mój pomysł na wyprawę, w którą chcę Was zabrać. Będzie to wędrówka przez smaki i obrazy z całego świata, a za jej cel uznaję sprawdzenie, na ile gotowaniu blisko do teatru, a teatrowi do gotowania – zarówno na płaszczyźnie formalnej, jak i kulturotwórczej.

Władimir Nabokov powiedział kiedyś: „Najdroższe marzenie autora to przekształcić czytelnika w widza”. Ja chciałabym pójść nawet o krok dalej – z całego serca pragnę, aby Czytelnicy nie tylko obserwowali moje zmagania z zadanym tematem, lecz także naprawdę zaangażowali się w tę podróż. Kto wie, może dostrzeżecie coś, co umknie mojej uwadze, i wspólnymi siłami uda nam się rozwinąć temat do rozmiarów, o których nie śmiałam nawet myśleć?

Zachęcona noworocznym przypływem energii oraz odkryciem, że niespełnienie może odgrywać rolę najlepszego motywatora do działania, zapraszam Was do Teatru w Kuchni na kolejne odsłony synestezyjnej podróży z moich marzeń. Dobrego nowego roku, zapinajcie pasy – wyruszamy!


Barbara Górzyńska-Mulicka (ur. 1992 r.) – studentka kulturoznawstwa – wiedzy o kulturze na Uniwersytecie Warszawskim. Smakuje świat na wiele sposobów: podróżując, obserwując (zarówno rzeczywistość, jak i fikcję – szczególnie tę teatralną), czytając, a także… jedząc. Refleksje towarzyszące tym czynnościom wyraża fotografią i słowem. Ze względu na mnogość pomysłów, które kłębią się w jej głowie, miksuje swoje pasje, wciąż poszukując idealnej, wymarzonej drogi.
www.copia-di-arte.com