Twoje uwagi
DO GÓRY
O nas
Redakcja
Kontakt
Barbara Górzyńska-Mulicka | 13 lutego 2014 teatr w kuchni

od zera do arcydzieła

Pamiętacie bajkę „Pomysłowy Dobromir”? Tę, w której rudego chłopca podczas wymyślania nowych urządzeń uderza w głowę mała, żółta kuleczka, aby w końcu rozprysnąć się z błyskiem, gdy pojawia się odpowiednie rozwiązanie?



Jeśli nie, to albo Wy jesteście tak młodzi, albo to ja muszę przyznać z bólem serca, że jestem już tak stara… Jednak niezależnie od tego ta z pozoru bardzo prosta scena stanowi idealne zobrazowanie dla naprawdę potężnego procesu – tworzenia dzieła.

W rozważaniach z zeszłego miesiąca rozważaliśmy pojęcia celu i motywacji do działania. Gdy przeniesiemy je na płaszczyznę alegorii procesu twórczego, czyli wspomnianej wcześniej sceny z dziecięcej bajki, widzimy, że potrzeba rozwiązania problemu daje Dobromirowi cel i motywację. Czego zatem symbolem będzie kuleczka nad jego głową? Ja przypisałabym jej miano fantazji.

Fantazję pojmować można w sposób różnoraki. W dyskusji nad tym pojęciem na pewno należałoby wyjść od jego znaczenia w ujęciu Zygmunta Freuda, a więc fantazji jako „marzenia dziennego”. To swoisty scenariusz zdarzeń, które dopiero będą miały miejsce lub już się wydarzyły, pożądany lub wręcz przeciwnie, wysnuty przez człowieka w stanie pełnej świadomości. Na potrzebę naszych rozważań praktyczniejsze jednak okazują się bardziej potoczne znaczenia tego słowa – na co dzień nazwiemy tak bujnie rozwiniętą wyobraźnię, powiązaną z kreatywnością i odwagą w stosowaniu innowacyjnych metod. Tak pojmowana fantazja stanowi jeden z podstawowych elementów procesu twórczego i funkcjonuje zarówno w kuchni, jak i w teatrze. Czy jednak to funkcjonowanie przebiega w obu wypadkach w taki sam sposób?

Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką, jedzenie było dla mnie absolutnym koszmarem. Zmęczenie zwykłego obiadu zajmowało prawie godzinę, a i tak robiłam to tylko po to, by dotrwać do deseru. Z czasem jednak doszłam do wniosku, że to jedna z największych przyjemności, jakie możemy sobie sprawić. Na jej odczuwanie składa się wiele elementów, których być może nawet sobie nie uświadamiamy. Zacząć należy od tego, że jemy naszymi oczami. Już pierwsze wrażenie estetyczne, które robi na nas danie, decyduje o tym, z jakim nastawieniem je skonsumujemy – czy będzie dla nas apetyczne, czy wręcz przeciwnie. Zwrócimy uwagę na wielkość porcji, sposób ułożenia poszczególnych elementów na talerzu oraz ich wygląd, przyjrzymy się ewentualnym ozdobom, określimy adekwatność rodzaju naczynia w stosunku do dania, a równocześnie ocenimy potrawę także na podstawie jej zapachu. Wielokrotnie czynności te wykonujemy w sposób półświadomy. Warto, choćby w ramach jednorazowego eksperymentu, spróbować przeprowadzić taką analizę świadomie – poczynione obserwacje mogą Was bardzo zaskoczyć! Następnie smakujemy danie oraz określamy jego jakość. W końcu odchodzimy od stołu i wydajemy ostateczny werdykt – nie tylko jednak dotyczący posiłku, lecz także (a być może przede wszystkim) kucharza. Na każdym z etapów tworzenia wszystkie elementy, które podlegają ocenie odbiorcy, są zależne od pracy kucharza i jego fantazji.

Różnice pomiędzy przedstawieniem teatralnym a daniem podawanym na talerzu na pierwszy rzut oka wydają się absolutnie oczywiste. Może się jednak okazać, że to wrażenie pozorne. Należy bowiem zauważyć, że w obu wypadkach efekt pracy autorów odbieramy na wielu płaszczyznach i za pomocą różnych zmysłów. Moim zdaniem zazwyczaj płaszczyzny te w obu wypadkach są takie same (wizualna, estetyczna czy też walorów specjalnych), jednak oddziałują na inne zmysły (pomijając oczywiście cechy właściwe wyłącznie jednej ze sztuk, jak np. smak przypisuje się jedynie daniom, których w przeciwieństwie do przedstawienia nie doświadczamy słuchem). Oczywisty jest natomiast fakt, że w obu wypadkach odbieramy efekt działania czyjejś fantazji. W wypadku teatru jednak pracują na niego nie jedna, ale co najmniej kilka osób. U podstaw leży fantazja autora tekstu, który od początku napisany jest z przeznaczeniem na scenę lub też nie (wtedy na fantazję autora nakłada się fantazja adaptatora). Kolejne warstwy dokładają reżyser, scenograf i kostiumograf, a zwieńczeniem jest praca aktora, który ma decydujący głos co do sposobu odegrania zadanej mu roli. Z przeplatania się tych działań i na styku ich granic wyłania się ostateczny obraz sztuki, którą my, widzowie, oglądamy.

Oprócz tego, że bez fantazji nie powstawałyby ani wykwintne dania, ani świetne przedstawienia, należy wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy – ci, którzy fantazjują, są dzięki swojej działalności rozpoznawani, doceniani, a w końcu zapamiętywani i wspominani nawet po śmierci autora.

Wielu jest na świecie szefów kuchni, ale nie wszystkie nazwiska znaczą tyle, co na przykład Heston Blumenthal czy Ferran Adrià. Obaj panowie uznawani są za jednych z najwybitniejszych przedstawicieli kuchni molekularnej, czyli gotowania wykorzystującego nie tradycyjne metody, lecz naukowe eksperymenty. Stanowią autorytety na skalę światową, a restauracje, którym szefują, zostały wyróżnione aż trzema gwiazdkami w najbardziej ekskluzywnym przewodniku kulinarnym Michelin. W świecie teatru podobnie można odnaleźć wielu ludzi pamiętanych przez lata dzięki swojej fantazji. Taką osobą będzie niewątpliwie Stanisław Wyspiański. Artysta w jednym z rozlicznych swych dzieł „Studium o „Hamlecie” ukazuje czytelnikowi wizję teatru, w którym na pierwszy plan wysuwa się aktor, a całość przedstawienia ma stanowić lustro dla natury.

Pomimo tego, że wielkie fantazje artystów trwają w ludzkich sercach i umysłach dłużej niż całe pokolenia, należy zauważyć jedną rzecz: fantazyjna nowatorskość poddaje się jednak działaniu czasu. Najlepiej widać to na przykładzie teatru. Aby udowodnić te słowa, posłużę się przykładem postaci jakże istotnej dla współczesnego polskiego teatru – myślę tu o Krzysztofie Warlikowskim. Jego twórczości nie sposób opisać w kilku zdaniach, a jeden artykuł mógłby okazać się niewystarczający. Tworzy on teatr ogromnego niepokoju, oddziałując na widza skrajnymi emocjami w ich największym natężeniu. Sam mówi o nim: „Teatr ma swoją rolę do spełnienia właśnie wtedy, kiedy wokół jest dużo niedomówień, można grzebać w duszy”[1]. W swoich sztukach dotyka problemów najtrudniejszych, ale życiowo bliskich nam wszystkim. Obecnie uważany jest za wielkiego wizjonera budzącego kontrowersje. A czy nie jest tak, że jeszcze dwieście lat temu jego wizja byłaby wprost nie do przyjęcia, a za kolejne dwieście lat będzie zaledwie delikatnym obrazem historii? Fantastyczna wizja jest zatem żywa jedynie w swoich czasach, potem o jej fantastyczności możemy mówić już tylko w kategoriach historycznych.

Fantazja – to ona obok celu i motywacji stanowi podstawę dla każdego twórczego działania podejmowanego przez człowieka w jego życiu. Sprawy mają się podobnie zarówno na gruncie kulinarnym, jak i teatralnym. Wielcy fantaści natomiast to ludzie, którzy zostawiają ślad na kartach historii swojej dziedziny i pozostają tam na długie lata. Nas samych fantazja wprowadza do świata niezwykłych doznań i pozwala na przeżywanie piękna i radości. Fantazjujmy zatem jak najwięcej i dajmy się ponieść temu prądowi, aby odkrywać coraz to nowe rzeczy i tym sposobem wypełniać nasze życie.


[1] „Przekrój” 2009, nr 20.


Barbara Górzyńska-Mulicka (ur. 1992 r.) – studentka kulturoznawstwa – wiedzy o kulturze na Uniwersytecie Warszawskim. Smakuje świat na wiele sposobów: podróżując, obserwując (zarówno rzeczywistość, jak i fikcję – szczególnie tę teatralną), czytając, a także… jedząc. Refleksje towarzyszące tym czynnościom wyraża fotografią i słowem. Ze względu na mnogość pomysłów, które kłębią się w jej głowie, miksuje swoje pasje, wciąż poszukując idealnej, wymarzonej drogi.
youtube.com